2015-07-31

wokół drzwi DIY

Tym razem, krótsza przerwa miedzy jednym a drugim postem. I mam nadzieje,że ten stan będzie się utrzymywał :) Dziś po pracy jadę na miejsce "projekt Starachowice" aż na 9 dni,żeby skończyć jak najwięcej rozpoczętych prac przed drugą połową sierpnia. Dlaczego, to też już lada moment się wyjaśni, choć wiem,że są tacy którzy już co nie co podejrzewają i tacy, którzy wiedzą już dużo ;) 
To co będę robić w Starachowicach, na pewno na bieżąco będę Wam pokazywała na instagramie, więc zapraszam TAM serdecznie :)  Może uda mi się też nadać jakiś post prosto z pola bitwy :D 
Nie chcę Wam z niczym zostawiać,więc między nie zliczoną ilością zajęć tego lata  ukradłam troch czasu na stworzenie tego posta. 
Będzie o moich drzwiach wejściowych. Nie, nie zmieniły koloru. Od ponad 2 lat, nadal mam tam czarną dziurę ;) Teraz jednak trochę "podkręciłam" ich wygląd. Jakiś czas temu robiłam projekt DIY dla IKEA, gdzie użyłam okrągłej ramki KVILL.  Był to projekt, który można powiedzieć,że na standardy blogów wnętrzarskich, spotkał się wręcz z hejtem.  Przyjęłam to  na klatę. Wnioski wyciągnęłam. Ramka jednak nie dała mi spokoju. I wtem przy prasowaniu i oglądaniu jednego z ulubionych serialów młodości .. "Przyjaciele"..  ( kto nie zna, niech się nawet do tego nie przyznaje ;p ) olśniło mnie co ja z ta ramką mogę zrobić ;) Wiecie co ?  prawda ?? :D Jej wierzchnią część przymocować do drzwi, tak,żeby w miejscu zdjęcia pojawił się wizjer. Żółta ramka na niebiesko-fioletowych drzwiach w domu Moniki, to był tak charakterystyczny i ładny element,że został w mojej głowie na bardzo długo i nie raz chciałam go u siebie wykonać. Nie wiem jak mogłam o tym zapomnieć. :) 
Powstało jednak pytanie, jak zamocować ramkę nie niszcząc drzwi. (Przecież może mi się znudzić kiedyś i będę ją chciała zdjąć ).
Ja już wiem, i pokażę Wam jak to zrobiłam. 

Będzie potrzebny najlepszy przyjaciel każdej majsterki..pistolet na gorący klej! :)  i oczywiście ramka. (tak myślałam na początku, dlatego zdjęcie poniżej nie ma jeszcze jednego ważnego elementu tego DIY) 



Z ramki wykorzystałam tylko górną część. Dół poszedł do szuflady. Wtedy okazało się,że nie ma za bardzo do czego przyczepić kleju w takiej ilości,żeby ramka dobrze trzymała się drzwi. Na pomoc ruszyły patyczki od lodów :)  Najpierw je przyczepiłam do tego co wystawało, a potem na patyczki na niosłam klej i przyczepiłam do drzwi.  Lubię ten rodzaj kleju, bo dobrze trzyma, ale też jest łatwy do usunięcia i nie robi szkód. Na drzwiach już był wypróbowany :D  


Tak prezentuje się już na drzwiach. Wisi od ponad tygodnia i trzyma się mocno :D 


Przy okazji zaprezentuję Wam moją nową skrzynkę pocztową. Zawsze mi się takie podobały,ale nie widziałam ich w sklepach. Potem zauważyłam ja w Scandishopie. Choć za pierwszym razem dotarła do mnie czarna.. to ostatecznie dostałam tą którą zamówiłam. I wcale się nie zdziwiłam bardzo ,że pierwsza przyszła czarna. Już mi się zdarzyło,że zamówiłam coś czerwonego a przyszło czarne. W końcu oba kolory zaczynają się na "cz" ;p 




Skrzynkę powiesiłam w domu. Na drzwiach wejściowych po pierwsze nie spełniałaby żadnej roli (skrzynki w bloku są gdzie indziej), po drugie na brązowych drzwiach tak ładnie by nie wyglądała i po trzecie, nie cieszyła by moich oczu tyle czasu ;p  Teraz trzymamy tam ważne rachunki itp do zajęcia się nimi jak najszybciej ;p 





Mimo,że czasu i sił brak żeby teraz coś zmieniać w domu, to jednak dusza i rączki blogerki spokojnie nie usiedzą ;) Lubie moje drzwi w takim wydaniu..i myślę,że trochę czasu tak własnie będą wyglądać. A wam podoba się ten "look" ?  ;) 

Na koniec chciałam podziękować za komentarze pod ostatnim postem. Czytałam każdy i za każdy bardzo dziękuje. Niestety brakło czasu na odpisanie. :(  

do kolejnego posta
Iza 


2015-07-19

drugie życie pewnego świecznika -DIY

Ostatnie tygodnie to dla mnie czas totalnie na wariackich papierach. Lista  "to do" mimo wielu skreśleń nie chce się zmniejszyć. Jeśli śledzicie mnie na instagramie , wiecie ze aktywnie uczestniczę w metamorfozie domu mojej mamy. Nie jestem tylko do wymyślania co i jak ma się pozmieniać, ale też sama te zmiany wykonuje. Ponieważ miejsce tych metamorfoz jest ok 150 km ode mnie, nie mogę tam jeździć co weekend. Ostatnio byłam 4 dni i szykuje się na kolejne 9 .  Są to bardzo intensywne dni pracy non stop po 12 h. Wracam padnięta..a obowiązków po powrocie nie mam mniej. W domu tez zmieniam , maluje i wymyślam. Nie mam tylko czasu tego wszystkiego pokazać. I brakuje mi bardzo blogowania .. takiego regularnego, ale na ten moment nie mam możliwości takie blogowanie "uprawiać". Cieszę się że mimo to stale ktoś tu przybywa. I wiem też,że nie ubywając stąd nie pożałujecie.. ;) bo jak tylko ten szalony czas się skończy będzie dużo wpisów, będzie kolorowo i będzie się działo ;)  

Dziś jednak udało mi się skleić w całość jeden post i to wcale nie taki o niczym.. typu bla bla bla ;) Będzie o starym metalowym świeczniku :)  Świecznik ma ok 15-17 lat. Nie umiem sobie dokładnie przypomnieć kiedy go z mamą kupiłyśmy. Pamiętam, że byłam w liceum.. i ze go kupiłyśmy w Ikea ;) Stał kilka lat w moim domu rodzinnym. Bardzo go lubiłam. Potem trafił do piwnicy i został zapomniany. W zeszłym roku przypomniałam sobie o nim i moja mama odnalazła go gdzieś w ciemnym kącie .. zakurzony, zardzewiały i bez jednej ważnej części scalającej go.  Część udało mi się dorobić na zamówienie ( co nie było łatwe).Świecznik czekał jednak  ponad rok na moje natchnienie. I natchnęło mnie w tym tygodniu ;) 
Zabawne jest to,że jak go pomalowałam , to potem zajrzałam do aktualnej gazety MM ..a tam jedna z naszych blogowych koleżanek Sandrynka  ma taki sam ;) ciekawa jestem czy też tyle lat u niej w rodzinie był ;) 



Zanim jednak wymalowałam świecznik , musiałam go doczyścić i zedrzeć rdze papierem ściernym. (okazało się,że jedyny pampier jaki mam w domu to ten od mojej szlifierki, która została w Starachowicach..;p ale dał radę ) . Dotarłam świecznik aż do metalu ..i mogłabym w sumie pomalować go na jakikolwiek kolor.. ale w czerni go lubię.. i tak też zostało :)  


Do pomalowania świecznika wyszukałam matową czarną farbę w spray-u. Trochę psikania przez 2 dni ( jednego dnia jedna strona, następnego dnia druga strona ).. i świecznik jak nowy ;) 



Teraz świecznik stoi na balkonie. Wczoraj balkon w końcu z przechowalni, i miejsca do brudnych prac ( szlifowanie i malowanie) przekształcił się w oazę wypoczynku ;)  Szerzej o balkonie jeszcze napiszę.. na ten moment nie ma drastycznych zmian w stosunku do zeszłego roku, ale w sierpniu pojawi się na nim kilka nowych elementów.  Dziś tylko trochę kadrów ze świecznikiem, który zyskał drugie życie :)  









A może ktoś jeszcze z Was taki świecznik posiada ?? :D  
Ja jestem bardzo z jego obecności na balkonie zadowolona. Tworzy świetny klimat. Oczywiście ze względu na dużą ilość tekstyliów i słomianą matę jestem bardzo ostrożna. Mam już pomysł gdzie stanie, jak zamknę sezon balkonowy ;)  I na pewno Wam pokażę jak mu będzie w nowym miejscu :) 

Dziękuje,że tu zaglądacie :) 

Iza 





2015-06-15

"przed" czyli plany remontowe - projekt "Starachowice"

Tego typu posty zazwyczaj zwą się "metamorfoza......"  i przedstawiają rzecz/ wnętrze przed , w trakcie i po .... i zazwyczaj jest zachwyt i takie tam...  ;) a ja dziś publikuję post, który raczej zachwytami się nie skończy, bo nie ma zdjęć "po" ;)  Pomyślałam, że jestem Wam winna ciut większe wytłumaczenie , dlaczego mnie na razie tak mało tutaj na blogu. 
Pamiętacie te sielskie obrazki w tych postach ?  TUTUTU i TU . To miejsce, to dom po moich dziadkach.Dom, który teraz jest mojej mamy. Dom który ma ponad 60 lat i wymaga sporego remontu. Ja z bratem i z kuzynami spędzaliśmy tam każde wakacje. To miejsce sentymentalne. 
Dom otwarty, zawsze  pełen ludzi.. najpierw rodziny , wnuków w wakacje.. potem często pod opieka opiekunek dla babci i dziadka..wnętrzarsko traktowany po macoszemu.. miało być praktycznie, wygodnie i nie za drogo bo wszystko szybko się niszczyło..  w sumie takie miejsce gdzie jak już komuś jakiś mebel był nie potrzebny to właśnie tam się przywoziło..a bo może się przydać.. Jeśli przyjrzycie się dokładniej wcześniejszym wpisom  zauważycie, że zdjęć z wnętrz , prawie nie ma. 
Nie ukrywam, że mnie wizualnie męczyły te wnętrza i jak przebywałam tam sama to mi było źle.. tylko kiedy było dużo ludzi wtedy czułam się dobrze..bo wnętrze mieszkania mnie już mnie nie interesowało. Dom z potencjałem, ale wymagający dużego remontu. 
W tym roku mojej mamie udało się zebrać trochę funduszy, aby zrobić generalny remont jednego pokoju i częściowy drugiego oraz kuchni. 
Gdy dowiedziałam, się że mama ma w planach remont zaczęłam jej podsuwać pomysły. Nie do wszystkich była przekonana.  Po jakimś czasie doszła do wniosku, że oddaje w moje ręce wnętrza i mogę urządzić je jak chcę.  Początkowo starałam się dopasować do jej dotychczasowych kolorystycznych wyborów, ale nadać im ciekawszego wyglądu. Nie będę ukrywać, że mamy wnętrzarskie wybory do tej pory były zupełnie inne niż moje. Po paru konsultacjach okazało się jednak,że mojej mamie podobają się moje prywatne wybory i chciałaby podobnie u siebie ;) 

Ta rozmowa  moja mamą była przełomem ;) 


ja: mamo, wyślę ci kilka wzorów tapet, wybierzesz, która ci się najbardziej podoba
mama : nic mi nie wysyłaj, sama wybierz.
ja: ale to twój dom i to przede wszystkim tobie ma się podobać
mama: ale ja już wiem, że jak coś wybiorę to podoba mi się tylko przez chwilę, a potem patrzeć na to nie mogę
ja: chcesz mi powiedzieć, że moje wnętrzarskie wybory podobają cię się dłużej niż chwilę ?
mama : tak :)

moja mama: od wielu lat wielbicielka ciężkich zdobnych dębowych mebli i koloru pomarańczowego i łososiowych ścian.....
ja :... no wiecie jak jest u mnie ;)
czyli większego komplementu od mamy nie można mieć ;) (jeśli chodzi o urządzanie wnętrz ;p )


Można pomyśleć : hulajnoga piekła nie ma! ;) Mogę poszaleć,ale ..to w końcu nie ja tam będę mieszkać. Bazując na mojej miłości do bieli.. dobrałam mamie jej ulubione kolory ale przemyciłam też parę moich ulubionych akcentów. Kolorów we wnętrzach Wam nie zdradzę :) Opowiem jednak co nie co , o tym co robię i będę robić w najbliższych 2 miesiącach. 

Remont z jednej strony jest dość duży, z drugiej.. ograniczony finansami. Dlatego oprócz fachowej ekipy, dużo rzeczy robię ja i mój mąż. Dziś opowiem Wam o paru planowanych zmianach. Pierwszą dużą zmianą była rozbiórka małego drewnianego ganku, który był używany jako schowek. Całej rozbiórki dokonał mój mąż.. w ciągu 2 dni..  brawo On! :D Niestety nie mam zdjęcia "przed" :(. Drewniany sraczkowo-pomarańczowy dom z zewnątrz też przejdzie kolorystyczną metamorfozę. Będzie biały ;D a okiennice ( po wielu wspólnych dyskusjach z mamą ) będą ciemnoniebieskie :) Drewniany płot też będzie biały :)  I to tyle jeśli chodzi o kolory.. reszty nie zdradzę :D 



Największą metamorfozę przejdzie mniejszy pokój, nazwany przeze mnie "różową komnatą" ;)  Z rzeczy, które widzicie na zdjęciu zostaje tylko duże łóżko i komódki. ( może też przejdą metamorfozę..jak mama się zgodzi ;) )



Nie używana kuchnia węglowa została już rozebrana. Drewniana podłoga ( znów ten sraczkowy kolorek )  początkowo miała być wycyklinowana i wybielona. Fachowcy mamie podpowiedzieli, ze ma za dużo dziur i lepiej kupić nowe dechy... Mnie by to nie przeszkadzało..podłoga miałaby charakter..Nie ma jednak tego złego.. Deski z zerwanej podłogi zostaną przerobione na blaty w kuchni , półki i stolik pomocnik. Może starczy i na biurko dla mnie ;) 


Szafa, którą widzicie na zdjęciu, to moje największe wyzwanie. Będzie przerobiona totalnie. Będzie malowanie, tapetowanie i wstawianie szyb.. ;) Trzymajcie kciuki,żeby się udało, bo już były pierwsze schody..  Mimo mocnego szlifowania, i czyszczenia denaturatem.. spod pierwszej warstwy białej farby wyszły żółte plamy :(  Ania z Projekt Cacko  podpowiedziała mi jak sobie z tym poradzić.. mam nadziej,że zadziała.  



W pokoju zostały też wymienione okna i drzwi..wyrównane ściany..czyli remont generalny :) Ja nie mogę się doczekać aż będę mogła działać tam ja :D



Kolejne pomieszczenie, które przejdzie metamorfozę to kuchnia. Początkowo miał być mały lifting.. (zmiana tej pięknej zieleni na ścianach) ..w trakcie remontu.. apetyt rośnie..więc będzie działo się więcej. Zostaną wymienione kafle, pomalowane drzwi, wymienione szafki i parę innych drobiazgów. Niestety nie będzie wymieniona podłoga.. Mało kto ją lubi..ale moja mama ją uwielbia ;)  Trochę mi to utrudniało wybór kolorów w kuchni.. ale lubię wyzwania ;) 


Kuchnia chociaż nie jest mała , to jest mało ustawna, ze względu na dużą ilość "otworów ściennych" ;)  Wyciśniemy jednak z niej co się da :D 




Widzicie to okienko ??  Pamiętacie okno z malwami na zewnątrz ? To, to samo.. Popatrzcie sobie trochę,..bo lada moment go nie będzie.. Będą za to piękne podwójne drzwi trasowe! :D A na jesieni , z tej strony domu będzie budowany wielki taras :D Cieszę się jak dziecko.. bo odkąd pamiętam to zawsze mówiłam,że tu powinien być taras ! :D 


Kredens,który wiele przeżył w tym domu, zostaje. Parę lat temu moi rodzice go odnowili, więc przejdzie tylko mały lifting :) 


Widzicie te zielone krzesła ? To są krzesła , które mają ok 40 lat. Zrobiła je moja babcia pracując w fabryce mebli. Domyślacie się zapewne,że to mój kolejny projekt DIY ?  Po szlifowaniu pierwszego krzesła..wiem już, że nie będzie łatwo.. szczególnie,jeśli chcę osiągnąć taki efekt jaki sobie wymyśliłam. Trzymajcie kciuki ! :D Jeszcze tylko 5 krzeseł do wyszlifowania.. i obicia ... ;)




Ah..i jeszcze 2 takie fotele przejdą totalna metamorfozę! :D 
Jak widzicie, na nudę nie narzekam. Tym bardziej,że za każdym razem kiedy tam jestem, coś nowego przychodzi mi do głowy i to owocuje dodatkową pracą ;)  Na farby czuję ,że wydam fortunę.. nie licząc innych gadżetów, tkanin itp ;)  Bo nie wspomniałam Wam nawet o połowie prac , które tam nie czekają. Utrudnione jest to niestety odległością.. ( 150 km od Warszawy) i ograniczonym czasem.  Mam jednak mobilizację, bo w drugiej połowie sierpnia odbędzie się tam spotkanie, na które z niecierpliwością czekam i o którym napiszę Wam więcej już wkrótce.  Jest wynikiem, grupowego daru przekonywania w efekcie którego zostałam organizatorką pewnego spotkania. 


Parę zdjęć z pola bitwy.. czyli opalanie dech podłogowych ze starej farby :D Ja też to robiłam..ale mnie nikt zdjęcia nie zrobił ;p 




To mój debiut w urządzaniu czyjegoś wnętrza..choć to wnętrze znam całe życie. Trzymajcie kciuki,żeby mojej mamie spodobał się efekt końcowy :D  

Jako chorobliwa estetka, nie zniosłabym wpisu bez estetycznych akcentów.. więc na koniec trochę kwiatków ;) też ze Starachowic :D  



A w tle drzwi do pewnego pomieszczenia, które też chciałabym zmienić, jak starczy mi sił i czasu.., Drzwi już opaliłam ;) teraz tylko pomalować ;)  no i stołek.. jeden z 3 .. był drewniany, lakierowany..  ;) dwa pozostałe będą kolorowe :D 



Mam nadzieje,że teraz kiedy wiecie, co w dużej mierze pochłania mój czas i wiecie,że to zaowocuje kilkoma fajnymi wpisami na blogu..darujecie mi rzadsze wpisy na blogu.. :) 

Iza