2018-01-22

ZIMA W KOLORZE RDZY

Jakiś czas temu zapowiadałam, że blog z typowo wnętrzarsko-DIY zmieni się odrobinę. Wkradnie się w niego fotografia związana nie tylko z dotychczasowym głównym profilem. Na nowym serwerze tworzy się nowy wizerunek bloga, ale w między czasie już będę wprowadzać co zapowiedziałam. Dziś tak lekko, "lajfstajlowo" i rodzinnie. Jeśli jesteście ze mną długo, wiecie że kiedyś już takie treści tu przemycałam. 
Starachowice to ważna część bloga i mojego życia. Spędzałam tam każde wakacje do 18-tego roku życia. Kiedyś lato to była gwarancja słońca i temperatur skłaniających do myślenia tylko o pobycie w cieniu lub choćby w pobliżu większej kałuży, w której można byłoby zamoczyć nogi. Przynajmniej tak to zapamiętałam. W moich wspomnieniach z wakacji zalew Lubianka jest bardzo ważnym i dominującym punktem lata. Z kuzynostwem spędzaliśmy tam całe dnie, tylko dorośli zmieniali się na straży i uzupełniali prowiant. 
Nie pamiętam dokładnego roku powstania zalewu, a wszechwiedzący wujek google podpowiada tylko początek lat osiemdziesiątych. Stawiam na rok '85 lub '86 ubiegłego wieku. W pamięci mam obrazki gdy woda dopływa tylko do początku wybudowanego mola, a ludzie opalają się leżąc na nim i pod nim. Potem woda zakryła tą przestrzeń i tak powstało strzeżone kąpielisko. Ja tam nauczyłam się pływać, teraz uczy się tam pływać mój syn. Gdy tylko jesteśmy w Starachowicach, spacer nad zalew jest obowiązkowy, niezależnie od pory roku.  
Dlaczego o tym wszystkim piszę ?  Skąd takie smęty -sentymenty na blogu? Ostatnie Święta Bożego Narodzenia spędzaliśmy właśnie w Starachowicach. Dla mnie to nie nowość. Wszystkie Święta tam spędzałam do czasu zakupu własnego mieszkania. Ostatnie 5 lat to ja organizowałam Wigilię. W końcu wszystkie wiatry sprzyjały powrotowi do starych czasów. I pewnie teraz jak patrzycie za okno i widzicie ten biały puch (z tego co się orientuję w większości kraju), to nie pamiętacie, że nie cały miesiąc temu mieliśmy całkiem ładną grudniową wiosnę. I jak tylko przestało lać przez parę dni pięknie świeciło słońce. Idealna pogoda na spacer. Oczywiście, kierunek obraliśmy na Lubiankę. Był jeszcze jeden powód tego spaceru. Po ponad 30 latach z zlewu spuszczana jest woda. Chciałam to zobaczyć. Ciekawa byłam, czy jeszcze jakieś obrazy w pamięci wypłyną na powierzchnię, gdy znowu zobaczę molo od spodu ;) Niestety nic nowego mi się nie przypomniało, ale tym razem zrobiłam zdjęcia i kiedyś, kiedyś nie będę musiała szukać w pamięci, a na dysku ;) 
Grudniowy zachód słońca był tak piękny, że praktycznie chodziłam z przyklejonym do oka aparatem. I pewnie po ilości zdjęć pomyślicie "powinna zrobić selekcje, za dużo tego"... no więc, zrobiłam selekcje i to bardzo szczegółową. Za wszelkie skurcze w palach od scrolowania w dół, przepraszam ;) 



Jeśli ktoś zastanawia się nad tytułem wpisu, to pewnie po paru zdjęciach przestanie. Ten rdzawy motyw to nie efekt presetów ani filtrów. To efekt ciepłego światła złotej godziny, podbity piaskiem z domieszką rud żelaza występujących w tych okolicach. 


Tyle lat kąpałam się w zalewie, ale to co odkryła opadająca woda totalnie mnie zaskoczyło. Dno pełne szczeżuj. Dywan muszli. W tej kwestii wujek google, podpowiada, że takie rzeczy to tylko w czystych wodach. Cieszy mnie to bardzo. 




A nad zalewem można spotkać aniołki wiszące na molo i małe diabełki po nim biegające ;) 



















Ta strona mola była już dla tych, którzy umiejętność pływania nabyli. Fajnie było się nią przejść, gdy tyle razy się tam pływało :) 




Chwila nie uwagi i dziecko...w piasku ;) 




Tego w internecie nie znajdziecie. Aż do teraz. Skąd nazwa Lubianka? Legendy, a dokładnie moja mama i jej siostry mówią, że od kamienia. Gdy one były małe zamiast zalewu, z lasu wypływała rzeczka. Tam moja mama z rodzeństwem spędzała latem wiele czasu. Nad rzeką stał kamień, na którym było wyryte "Lubię Janka"... ;) 




















Zastanawiacie się, czy likwidują zalew ?  Całe szczęście nie. Zbiornik przejdzie gruntowny remont i metamorfozę. Mam być "eh" i "ah". Ma być nowe molo, restauracje, ścieżki rowerowe i parę innych rzeczy sprzyjających rozrywce. Plany są piękne, ale ja gdzieś w środku, tak nostalgicznie nie zachwycam się tą luksusową przyszłością Lubianki. Będzie mi brakować tej starej i trochę dzikiej, takiej "mojej". Choć nie wykluczam, że jeszcze się zachwycę. Bo w końcu, kto jak kto, ale ja kocham zmiany :) 



A na koniec takie małe zestawienie. maj 2017/grudzień 2017

Do tej pory na blogu Lubianka pojawiała się przy okazji tych wpisów : 1/2/3/4. Gdybyście chcieli porównać aktualny stan z poprzednim.

ściskam
Iza