2017-04-21

WIELKANOCNY STÓŁ

Mniej więcej w połowie marca pomyślałam: O jeszcze miesiąc do Wielkanocy! Mam czas na przygotowanie postu świątecznego. Fajnie, bo mam kilka pomysłów. Następną myślą w tym temacie była : Ożeż! Za 5 dni Wielkanoc a mój dom w rozsypce, Święta są u mnie.. a ! i na bloga nic nie przygotowałam! Czas mi ucieka jak Struś Pędziwiatr.  Za każdym razem, kiedy myślę, że już szybciej biec nie może, odwraca się w moją stronę i szyderczo mówi : "No to patrz!" i tyle go widziałam... Założę się, że wiele z Was tak ma. Rozumiecie mnie więc i wybaczycie, że Świąteczny post pokazał się dopiero 4 dni po Wielkanocy. Z lekka przeterminowany, ale myślę, że za rok może być inspiracją. Na pewno go wtedy przypomnę. 

W tym roku nie szalałam z ozdabianiem całego wnętrza. Normą dla mnie jest, że w trakcie Świąt dekoracyjne akcenty szlajają się po całym domu ;). Z racji wymienionych w pierwszym akapicie argumentów, okrojony czas na dekoracje przeznaczyłam tylko na stół. To w jakich kolorach będzie wiedziałam już ze dwa miesiące temu. Wtedy udało mi się kupić na przecenie materiał z IKEA z kolekcji, która już się kończyła. Pięknie nakrapiany na zielono. Wiedziałam już wtedy, że będzie "robił" za wielkanocny obrus. Na instagramie byłam podejrzewana o projekt DIY. Co prawda jest to do zrobienia, ale tym razem, to gotowa wersja tkaniny. 
Cały stół był utrzymany w obowiązującej aktualnie w moim domu kolorystyce :D Biel, różne odcienie niebieskiego i zieleni. Tak na prawdę to stały zestaw kolorystyczny mojego Wielkanocnego stołu od kilku lat. Do sprawdzenia TU , TU  i TU ;). Różni się tylko natężeniem jednego z kolorów. Tym razem jest też odrobina złota, ale nie specjalnie rzucająca się w oczy. 



Wiadomo, że mój Świąteczny stół nie istniałby bez choćby najmniejszego projektu DIY. Tym razem padło na podstawki do jajek. Nie ma się co rozpisywać, bo drewniane koraliki na drucik umie nawlec każdy ;).










Z pisanek w tym roku jestem wyjątkowo zadowolona. Wyszły kosmicznie. I napatrzeć się na nie nie mogę. Ten super ciemny granat z lekkim odcieniem zieleni wyszedł z wywaru z główki czerwonej kapusty z ocetm. Białe jajka moczyły się w nim całą noc. Potem zostały pochlapane pędzelkiem ze złotą farba. Galaktyczne jaja ! 
















Choć stół nakryty do śniadania Wielkanocnego, to przynajmniej u nas, stoi tak cały dzień ;). Świece się przydają. Tym bardziej, że tegoroczne Święta słońcem nas nie rozpieszczały. 




Cukierniczy hit tych Świąt. Sernik mango. Robiłam pierwszy raz z przepisu z książki "Lubię". Wcześniej jadłam go zrobionego przez autorkę książki. Mango w gębie.. to znaczy niebo ;)  


I moje ulubione Świąteczne zdjęcie . Kosmos w małych dłoniach. 


Tak sobie myślę, wyciągając wnioski z tej sytuacji, że posty bożonarodzeniowe zacznę przygotowywać już w sierpniu a wielkanocne w listopadzie. Wtedy Struś Pędziwiatr może mi naskoczyć ;) 

ściskam 
Iza 

2017-03-29

KUCHNIA- MAŁE ZMIANY DUŻY EFEKT

Dawno na blogu nie pisałam nic o kuchni. A tu się trochę pozmieniało. I chociaż od samego początku nie było spektakularnych zmian, to mimo wszystko drobne ruchy zmieniły ciut charakter tej przestrzeni. Pisząc ruchy, nie mam na myśli przesuwania lub przewieszania czegokolwiek. To są zmiany w dodatkach. Tylko i wyłącznie. A jednak znacząco wpływają na odbiór całego wnętrza. 
Jeszcze półtora miesiąca temu tu i ówdzie  błyskało wspomnienie czerwieni. Poczyniłam ostateczne ruchy farbą i ten kolor został tylko na archiwalnych zdjęciach. Od jakiegoś czasu czerwień w domu mnie drażniła i musiałam ją schować. Nie pozbyłam się wszystkiego w tym kolorze. Ulubione gadżety schowałam. Wiadomo, kobieta zmienną jest. Jeszcze przyjdzie czas, że jej zapragnę równie mocno, co teraz pragnęłam jej nie mieć. 
Pustkę po tej barwie coraz śmielej zapełnia zieleń. Choć dominuje raczej w roślinności. Staram się specjalnie nie kupować dużej ilości skorup i gadżetów w tym kolorze. Ewentualnie takie, które mogłabym przemalować. Kuchnia zyskuje również co raz więcej akcentów z naturalnych materiałów, jak drewno czy skóra. W takiej wersji lubię ją bardzo. Ciekawa jestem czy Wam przypadnie do gustu. 

Dla przypomnienia, jeszcze nie tak dawno, prezentowała się tak :


Aktualnie wygląda tak : 



Te małe trzy otwarte półki, to był jedna z lepszych decyzji w projektowaniu mojej kuchni. To co na nich ustawie w dużej mierze, nadaje charakter i klimat temu kątowi. I może nie przestawiam na nich co tydzień, to jednak na tyle często, żeby nie mieć potrzeby zmian większego kalibru. 




Pudełka na szafie, kiedyś były w niebieskie i czerwone paski. Długo szukałam takich, które pasowały by wielkością (niestety IKEA wycofała ten rozmiar z oferty) i kolorem. Nie znalazłam. Skorzystałam więc z własnych eksperymentów, które pokazałam Wam TU i po porostu przemalowałam pudełka farbą do ścian i do drewna ;)  


Zegar, który kilka lat temu udało mi się kupić na przecenie, uwielbiam. Nie chciałam wymieniać go na inny, bo idealnie wpasował się w to miejsce. Był jeden problem. Był czerwony. Całe szczęście jest metalowy. Dlatego jedyne nad czym długo się zastanawiałam, to nad nowym kolorem farb w spreju. 



Z dumą stwierdzam, że wszystkie kwiatki na zdjęciu jeszcze żyją i mają się dobrze. A zdjęcia robiłam 3 tygodnie temu ;) Biorąc pod uwagę zimowy pomór kwiatów doniczkowych u mnie w domu, mam powód do radości. 





Uchwyty zmieniłam na skórzane, nie dlatego, że podążałam za modą. Choć nie będę ukrywać, że mi się bardzo podobają. Jednak głównym czynnikiem, który zadecydował o wyborze były zmiany w livingspace. Przybyło drzwi i szuflad i potrzebowałam ujednolicić uchwyty w kilku miejscach. Było tego na tyle dużo, że przy kupnie fajnych gałek, chyba bym zbankrutowała. Takie skórzane paski i uchwyty DIY wyszły tanio przy nie małej ilości drzwiczek. Nie liczcie tych na zdjęciu, bo nie wszystkie jeszcze pokazałam ;)



Czasami lubię spojrzeć na przestrzeń mojego domu w odbiciu lustra. Wtedy wnętrze nabiera nowej perspektywy i odkrywam je na nowo. Polecam takie eksperymenty, czy to gołym okiem, czy obiektywem. 





Gitara męża w końcu znalazła swoje miejsce ;)  




















Jak zwykle ilość zdjęć jest nie przyzwoicie duża. No nie potrafię się oprzeć. To jest nie uleczalne. 
Jeśli macie jakieś pytania, uwagi itp piszcie. Myślę, że w tym roku ta część mieszkania jeszcze się pojawi na blogu, bo w końcu wpadłam na pomysł co ja tak na prawdę chcę na ścianie między górnymi szafkami a blatem. A, że nie znalazłam tego w sklepie, będę robiła sama ( tzn z pomocą męża) i będzie DIY.  
ściskam 
Iza