2014-04-23

Cuba 2014 - Hawana czyli coloresdemialma na wakacjach

Długo kazałam Wam czekać na ten pierwszy post z Kuby. Nie specjalnie. To budowanie napięcia wynikało z braku komputera, a potem trzeba było przejrzeć ok 5 tysięcy zdjęć ;p  Musiałam przyjąć jakąś zasadę w obróbce zdjęć i sposobie pokazania Wam relacji. Wybrałam  według miast w których byliśmy . Możecie więc spodziewać się ok 6 lub 7 postów z Kuby . Chyba ze będziecie mieli dosyć, to przestanę :)  
Dziś zaczynam od Hawany, gdzie spędziliśmy kilka pierwszych dni podróży. Ponieważ dotarły do mnie informacje,że prócz zdjęć chcecie parę słów to i parę słów dodam do fotografii ;) 
Tutaj pokażę Wam tylko te nasze  zdjęcia bardziej rodzinne . Do podróżniczej  KUBY zapraszam na drugiego bloga :)  tam też znajdziecie zdjęcia z poprzednich 3 wyjazdów. 

Jak wiecie na Kubie byliśmy aż miesiąc.. i uwierzcie, ze mija równie szybko co 2 tygodnie ;)  Z miedzy lądowaniem w Berlinie i 5-o godzinnym czekaniem  na przesiadkę dotarliśmy do Varadero. Varadero kiedyś niedostępny raj dla kubańczyków ( mogli tam przebywać tylko ci którzy mieszkali od dawna lub pracowali) dziś jak dla mnie getto dla turystów, które ma nie wiele wspólnego z Kubą. Poza piękną plażą nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Stamtąd pojechaliśmy prosto do Matanzas  na "przenocowanie " i spotkanie przyjacielskie.. a potem Hawana . 




5h na lotnisku w tym połowa przechodzona z Yosielem  "na smyczy" przy plecaku po całym lotnisku.. miny pasażerów i ochrony lotniska - bezcenne .. rodzicom kawa na wzmocnienie się należała, ale Yosi miał inne zdanie na ten temat.. przekupstwo telefonem tylko działało ;)


W Matanzas byliśmy niecały dzień. Kuba oczywiście przywitała nas upałem.. wg nas.bo kubańczycy chodzili w sweterkach  ;p 


Upał jednak nie przeszkadzał Yosiemu . Miałam wrażenie ze słońce wręcz doładowuje mu baterie,a prowadzenie nowego wózka stało się od tego dnia ulubionym zajęciem Yosiego i naszym małym przekleństwem  ;) Jeśli wózek był w zasięgu jego wzroku, to trudno było go od niego oderwać . 



ok . czasami też się męczył ;) ale tylko czasami ;p 


były chwile , kiedy pozwolił wozić się  w wózku.. ( swoja drogą, wózek przyciągał inne dzieci jak magnez ;) ) 


ten pies żyje ;) co prawda ja zorientowałam się dopiero wtedy jak wstał bo cień mu się "skończył" i poszedł szukać nowego..nie specjalnie daleko.. tak na kolejna godzinę bezruchu ;) 




zdobyć nowego kumpla super łatwo ..szczególnie jak się ma super furę ;) 


najpierw gorąca dyskusja z tatą i ciocią a potem tańce na ulicy .. tak to się robi na Kubie ;)  


wystawiłam "męskość " mojego męża na próbę i zrobiłam mu zdjęcie w różowych kwiatach ;)  moim zdaniem przeszedł próbę pomyślnie ;)


a takim drinkiem przywitałam Kubę ;) 


Mieliśmy super nocleg w kamienicy w starej Hawanie.. z klimatem dawnej  jej świetności  choć lekko przykurzonej.Duże pomieszczenia były zbawienne dla nas. Yosi mógł biegać a my jeść spokojnie śniadanie (oboje jednocześnie- co było luksusem  ; )  


jak widzicie , mały Y umie i płakać. a nawet donośnie się drzeć ;) 


w podróży towarzyszyła nam moja najlepsza przyjaciółka-Magda  i chrzestna Yosiela :)


sprawdzanie czy woda nadaje się do picia. To było jedno z lepszych miejsc , gdzie Yosiel sprawdzał stan rzeczy ;) swoja drogą to ujecie wody bardzo kojarzy mi się z Maroko. 


przez prawie 4 dni w Hawanie bardzo duuuużo chodziliśmy 


"uliczne"zdjęcie musiało być ;)


Yosiel głównie prowadził tatę ( nie odwrotnie) ja mogłam robić zdjęcia,ale też nie za długo, bo byłam przywoływana co jakiś czas przez małego Y ;)  




młody dyrygent ;)  


kubańskie słodkości - trzeba poznać smaki dzieciństwa taty ;) 




czasami mały Y sie męczył i wtedy .. 


robiliśmy wizytę w hawańskich knajpkach  , mama i ciocia piły pinacoladę a Yosi ..no... nie odpoczywał na pewno ;)  



muzyka żywo była naszym sprzymierzeńcem... usypiała nam małego Y i mieliśmy chwilę odpoczynku ;)  



a potem znów spacer! Paseo de Marti... ulubiony "wybieg" Yosiego.. ;) pełna wolność :)  /to jest miejsce w stylu i funkcji bardzo podobne do Rambla w Barcelonie / ale za nim to ..


orzeźwienie wodą kokosową prosto z kokosa, siedząc na krawężniku w starej Hawanie.. to jest to ! ;) 








Paseo de Marti  i szał Yosiela!! :D



przed siebie!  prosto na hawański malecon oglądać zachód słońca :) 


a tu przypomniałam sobie,że nie ma mnie na zdjęciach i nie mamy zdjęć razem ;)  




i znów sobie przypomniałam o zdjęciach w trójkę ;) 


a potem sobie przypomniałam ,ze od jakiś 2 lat nie mam zdjęcia sama ;p 



kolejny dzień również spacerowy,  ale i też odwiedziliśmy znajomych , wiec zagadałam się i zdjęć mało ;) 



5 min przed knajpką z muzyką na żywo i moje dziecko pięknie zasypiało ;) 



brudne dziecko , to szczęśliwe dziecko.. ;) 







kolejny dzień zaczęliśmy tradycyjnie od spaceru ;) 


na ulicach Hawany w wielu miejscach są stragany gdzie można kupić naprawdę smaczne owoce.  Te czerwone to kubańskie gruszki , którym bliżej w smaku do naszych jabłek ;) a brązowe na prawym zdjęciu to zapote.. tyle razy je jadłam.. i ich smak ciągle kojarzy mi się z jakimś znanym mi owocem.. i do tej pory nie wiem jakim! ;) Magda mówi ze ma posmak agrestu.. ale takiego o konsystencji banana ;) Mnie smakuje :) 


starych samochodów w Hawanie jest bardzo dużo. Nie które błyszczą w na zewnątrz i w środku, niektóre z zewnątrz są całkiem ok, a w środku za tapicerkę służy taśma do pakowania, którą obklejono szczelnie fotele. Podwozie jest blachy i wsiadając można stracić równowagę i wybić sobie zęby ( czemu byłam bliska) .. a i tak.. jazda takim samochodem jest super . W środku mają dużo przestrzeni i są po prostu wygodne ( mimo wszystko ) 






na co zapatrzył się duży Y  ?  a na to co zobaczycie TU ;) 


El Palenque  - ziemia obiecana małego Y! Miejsce gdzie kubańczycy tańczą i grają  rumbę i nie tylko.. gdzie większości nie stanowią turyści ;)  mały Y był w raju ;) 


sprawdzanie czy bębny na pewno są dobrze nastrojone ;) 



cały plac dla małego Y ;)  


tańce! 


a nawet pierwsze podrywy ;) ( tylko do tej pory nie wiem , kto kogo ;) ) 


chwila ( krótka) wytchnienia ;) Plecaka nie mogłam zdjąć, bo afera.. butów nie mogłam założyć..bo afera ;) 







okazało się ,że to też raj dla dużego Y ;) a to ci niespodzianka ;p 


Hawana zmęczyła małego Y... ale tylko na chwileczkę ;) 


i tak żegnamy się z Hawaną... 


Jeśli macie jakieś konkretne pytania co do naszego wyjazdu - pytajcie, jeśli chcielibyście aby przy kolejnych wpisach podawać jakieś inne konkretne informacje- też piszcie. Pierwszy raz zdaję relacje z wyjazdu w ten sposób i trochę to robię po omacku ;)  wskazówki co by Was interesowało - mile widziane :) 
Mam nadzieje,że pierwsza relacja Wam się podobała i warto było czekać :) 
to co  ? idziemy  dalej  z ta podróżą ? 

Iza