2015-09-18

Projekt Starachowice - kuchenne lampy - metamorfoza

Dziś oficjalnie rozpoczynam serię postów nazwanych roboczo ( i tak już zostanie) Projekt Starachowice. Wiem,że wielu z Was na te posty czeka. Mam nadzieję nie rozczarować. O projekcie i dużej ilości pracy jaka nas czeka pisałam TUTAJ. Od maja co najmniej raz w miesiącu jechałam razem z mężem na "roboty" ;) czasami były to 4 dni czasami prawie 2 tygodnie. Oczywiście nie wszystko robiliśmy sami. Był fachowiec od grubej roboty. Dużo , bardzo dużo jednak zrobiłam ja i mój mąż.
Było to spowodowane wieloma rzeczami. I oszczędnościami i tym,że my lubimy takie rzeczy robić. Mama miała odłożone sporo na remont domu, ale i tak bez kredytów się nie obyło. Sama też pomagałam finansowo jak mogłam. Stary dom to jednak studnia bez dna  ;) Nadal jest dużo do zrobienia, ale wszystko z czasem. Każdy, kto remontował dom lub budował wie ile pochłania to czasu, sił , energii i finansów. U mnie wszystko to jest na wyczerpaniu.. jednak póki pogoda jest dobra znów na 5 dni jadę do Starachowic robić dalsze metamorfozy itp ;)

Dla nie wtajemniczonych. Dom jest mojej mamy. Jest po dziadkach. I zawsze było w nim pełno ludzi. Założeniem mamy jest, aby  ten dom nadal skupiał liczną rodzinę razem. Przynajmniej raz do roku :)  Jak widzieliście  przy okazji BPM dom ma fluidy ściągające ludzi bo w sierpniu było w nim około 20 osób i wszyscy miło spędzili czas ;) i nie było zgrzytów :) atmosfera iście rodzinna :)

Mama powierzyła projekt zmian i dekoracji mnie. Oczywiście bardzo mnie to ucieszyło, bo po pierwsze miło jest wiedzieć, że mama ufa moim wyborom i gustowi a po drugie mogłam się sprawdzić, czy komuś mogłabym urządzić dom. Nadal nie jest to super wielkie sprawdzenie własnych umiejętności, bo jeśli kogoś zna się całe życie i dom który się urządza , sprawa jest ułatwiona.  W praniu wyszło jednak kilka nie porozumień, więc nie obyło się bez ciekawych sytuacji, kosztujących trochę nerwów ale też i śmiechu ;) Do kilku rzeczy musiałam mamę bardzo przekonywać, wręcz dopuszczać się przekupstwa. W ostatecznym rozrachunku mama jest zachwycona zmianami :D I rzeczy których najbardziej się obawiała najbardziej ja cieszą :D To uważam za swój prywatny sukces :)

W trakcie całego remontu wiele rzeczy przerabiam samodzielnie i nadaje im zupełnie inny wygląd. Czasami są to stare rzeczy, które były już w domu, czasami nowe, ale dość tanie, tyle że nie pasujące kolorem. I tak właśnie zrobiłam z metalowymi lampami  do kuchni. Są to jedne z tańszych metalowych lamp z IKEA.  Do kuchni potrzebowałam prostych lamp w kolorze pastelowym. Najlepiej tanich ;) Pomyślałam,że te ze względu na cenę, mogę zaryzykować i spróbować pomalować :) Zakupiłam odpowiednie podkłady i farby i przystąpiłam do działania.
Klosze rozebrałam na części i odtłuściłam. Pędzlem ( wałkiem bardzo niewygodnie) pomalowałam lampy podkładem do farb zwiększającym przyczepność.  Gdy podkład wysechł przeszlifowałam szlifierką z papierem o gramaturze 180.



Po wyczyszczeniu lamp z pyłu pomalowałam 3 warty farby ( oczywiście w odstępach podanych przez producenta) . Malowałam pędzlem (4 cm szerokości) ruchami pionowymi. Z góry na dół. Tak farba rozkładała się najdokładniej.  Do różowych lamp użyłam farby akrylowej z mieszalnika. Do żółtej , farby alkidowej już z gotowym kolorem. Obie - satynowe. 


Nie spodziewałam się efektu "WOW". To i tak miały być lampy tymczasowe, zanim nie uzbieramy pieniędzy na ładniejsze ;) Jednak efekt końcowy mnie samą miło zaskoczył. :)  Wiem, że można oddać takie rzeczy do lakiernika samochodowego..ale przyznam szczerze, nie miałam czasu takiego szukać a tym bardziej jeździć do niego z lampami ;) Możecie pomyśleć,że tyle samo czasu zajęło mi pomalowanie tych lamp ;) ale to nie prawda.. Lampy malowałam, kiedy czekałam aż inne rzeczy, które pomalowałam wyschną ..wiec to tak w przerwie było ;) 





Dlaczego zaczęłam wpisy od lamp ?  Zdjęcie podobne do tego pod spodem pokazało się na instagramie już w trakcie BPM i bardzo wiele pytań dotyczyło właśnie lamp. Gdzie je zakupiłam ;) 



Dziś więcej ujęć z kuchni Wam nie pokażę,żeby za dużo nie zdradzać :) Będzie kilka postów i dłuższych. Pokażę Wam jak dużo można zrobić samemu jeśli się chce :D 
Teraz zmykam na autobus do Starachowic a Wam życzę miłego weekendu 

Iza 

32 komentarze:

  1. Z niecierpliwością czekałam na posty z Projektem Starachowice:) I chociaż dzisiaj nie zobaczyłam za dużo, to widzę, że się świetnie zapowiada:) A metamorfoza lamp genialna, przepiękne kolory:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Potwierdzam, dom ma naprawdę przemiłe fluidy, czuliśmy się wspaniale i wciąż wspominamy!!! A co do lamp, rozmawiałyśmy i wiesz, że jestem zachwycona szczególnie, że ja moje foto kupiłam właśnie ze względu na cenę ale kolor nadal mi nie odpowiada, podobałyby mi się takie grafitowe przecierane ... a to trochę więcej roboty ;) Zachęciłaś mnie tylko co na to mój małż??? Buziaki ogromne!!! I czekam na kolejne wpisy! Ogromnie mi się podobało i cieszę się, że podoba się Twojej Mamie!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojejku, jakie ładne. Po pomalowaniu zyskały krasy. Nie powiedziałbym, że są pomalowane.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lampy wyglądają świetnie i idealnie pasują do kuchni. Zachęciłaś mnie tymi kadrami, niecierpliwie czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny pomysł i wykonanie! Wygląda rewelacyjnie! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie wyglądają :)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. I ja pomagałam niedawno mamie w odświeżeniu jej kuchni... Teraz pora na dekorowanie, a Twój wpis jak najbardziej inspiruje do działania :) Czekam na kolejne!

    OdpowiedzUsuń
  8. :-) zmykasz zmykasz ale potem się dzieje Czekam z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń
  9. Ooo, toż to znane i lubiane lampy Foto;), jestem pod wrażeniem gładkości powierzchni.Myslałam że taki efekt jest nieosiągalny przy malowaniu pędzlem.Wyszły zarąbiście, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ładne kolory lamp. Bardzo jestem ciekawa, jak kuchnia prezentuje się w całej okazałości :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przede mną również metamorfoza starej lampy, w nieco innym stylu, ale wskazówki jak najbardziej cenne. Z niecierpliwością czekam na inne relacje z placu boju:)
    udanego weekendu,
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  12. piękne kolorki wybrałaś :) czekam na kolejne posty z tej serii, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. lampy wyszły czadowo! nie domyśliłabym się, że są malowane.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam taką lampę pomalowaną farbą w sprayu i też całkiem nieźle wyszło, z tym, że powierzchnia nie jest satynowa tylko błyszcząca. Proszę o więcej zdjęć Projektu Starachowice

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo fajnie wyglądają te lampy. I podoba mi się wyprowadzenie na kablach z jednej 'puszki'. Mój Luby się nie zgodził na takie rozwiązanie w dużym pokoju i muszę się doświetlać małymi lampkami :D A mama lubi takie 'dziewczęce' pastele, czy trzeba było ją namawiać i przekonywać? :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Metamorfoza jak najbardziej udana:) Wykonanie naprawdę na najwyższym poziomie, bo pędzlem to ciężko żeby wyszło tak gładko:) Te migawki z kuchni bardzo mi się podobają:) Owocnej pracy! Pozdrawiam Ala

    OdpowiedzUsuń
  17. Lampy są fantastyczne!:))) I w ogóle już widać, że jest pięknie i kolorowo. Nie mogę się doczekać kolejnych odsłon!:)) Buziaki wielkie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Każdy detal jest dopracowany w najdrobniejszym szczególe. Nie zmieniaj ich, maja świetne kolory!

    OdpowiedzUsuń
  19. Zdolniacho! :) Iza, lampy przepiękne i cała kuchnia bardzo fajna, radosna :). Nie dziwię się, że mama zadowolona ze zmian :). Pozdrawiam serdecznie i czekam na resztę zdjęć :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Super efekt kuchennych zmian - widzę po skrawkach zdjeć. Jeśli dorobię sie domku na wsi to będzie podobny klimat

    Lampy fajne- żółty to nie moja bajka ale tu wyglada bardzo dobrze

    OdpowiedzUsuń
  21. Rewelacja! Żółta jest piękna, energetyczna! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Prześlicznie wyszły te różowe lampy:-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)