2015-01-23

indiański naszyjnik DIY

Dziękuję wszystkim za taki fajny odzew na pióropusz mojego autorstwa :)  Jeśli któraś z Was zrobi, koniecznie niech się pochwali :).  Dzisiejszy post będzie tworzył komplet z poprzednim wpisem. Bo prawdziwy Indianin powinien posiadać również oryginalny naszyjnik!  Tak jak poprzednio inspiracje czerpałam z oryginalnych zdjęć rdzennych amerykanów (prosto z tej strony ). Zdjęcia, które pokażę Wam poniżej od razu zainspirowały mnie do kilku naszyjników. Na potrzeby wpisu zrobiłam najprostszy z nich, ale pokazujący technikę, którą można wykorzystać do bardziej skomplikowanych indiańskich ozdób. 


Do zrobienia naszyjnika potrzebne będą  :


  • kolorowe papierowe rurki 
  • ostry nożyk /ewentualnie nożyczki
  • mulina/kordonek
  • duża igła 
  • linijka




Kilka rurek pocięłam na 4 równe kawałki ( ok 4,5 cm). Każdą z nich ścięłam ukośnie na końcach. Każdy koniec rurki musi być ścięty w inną stronę. Ilość takich kawałków rurek zależy od wielkości naszyjnika. Ja wykorzystałam 18 kawałków ( czyli niecałe 5 rurek).


Do trzech rurek przyszyłam wcześniej pocięte rurki. Igłą przebiłam długie rurki na bokach, a mniejsze rurki tylko nawlekłam na nitkę ( tak jak to widać na zdjęciu niżej ) . Między krótkimi rurkami starałam się  zachować równe odstępy.  


Mój naszyjnik jak na standardy indiańskie jest dość skromny. Ma tylko 9  dość krótkich rurek w dwóch rzędach ;). Miałam jednak na uwadze niewielkich rozmiarów ciało mojego małego indianina Y :) Widzicie też, dlaczego rurki ścinałam ukośnie. Dzięki temu zabiegowi ładnie układają się w "V" :)  



Udało mi się nawet zrobić 2 zdjęcia w pełnym rynsztunku małego Y .. choć jego miny mówiły same za siebie.. "matka zwariowała!" ;) 


Za to duży pan Y cierpliwie pozował i znosił wszystkie pomysły żony ;)  


a na koniec wykazał się własną inwencją twórczą przy pozowaniu ;p  


Zdjęcia poniżej były moją główną inspiracją i oba pochodzą ze strony o której wspominałam na początku wpisu :) 


Jak widzicie , z tymi rurkami można nieźle poszaleć i zrobić indiańskie wisiory na bogato! :D  



Ja już nie mogę doczekać się wiosny i realizacji indiańskiej sesji :D  ależ pióropusze dzieciakom narobię! :D  

Na weekend zostawiam Was również z nowym wydaniem  magazynu "PODRÓŻE", który od wczoraj jest już w sprzedaży. A tam.. artykuł o Kubie i 4 strony moich zdjęć :D Artykuł napisała Joanna Szyndler, tak samo mocno związana z Kubą jak ja  ;)  


Swoją drogą, jak ktoś by mi powiedział,że w przeciągu roku  efekty moich tak różnych pasji ( podróżowanie i fotografia oraz urządzanie wnętrz) będą miały finał w dwóch czasopismach , które prenumerowałam jako nastolatka i dwudziestoparolatka, to bym się uśmiała.. i marzyła dalej ;) .. Chyba jestem szczęściarą :D 

WSPANIAŁEGO WEEKENDU 
Wam życzę ! 

Iza 


2015-01-20

indiański pióropusz DIY

Pomysł na dzisiejsze DIY jest w mojej głowie już od ostatnich wakacji , "składniki" mam od września..ale czas na wykonanie go znalazłam go dopiero w ostatni weekend. W sumie to ten czas wyrwałam z czasoprzestrzeni, żeby pokazać go jeszcze w czasie karnawału, bo coś czuję, że może się przydać kilku mamom na bale ich dzieci ;) 

To będzie też kolejny projekt z wykorzystaniem papierowych rurek :) Sam pióropusz powstał w mojej głowie na potrzeby pewnej sesji zdjęciowej, którą mam zamiar w końcu wykonać tej wiosny :) 
Od razu muszę zastrzec, że to prototyp sprawdzony dopiero w czasie końcowej  sesji zdjęciowej, więc na zdjęciach krok po kroku nie będzie wszystkich niezbędnych "ruchów" ale dopisze co trzeba. 

Do wykonania pióropusza potrzebujemy : 





  • kolorowy filc
  • mulina / kordonek 
  • duża igła 
  • nożyczki
  • ołówek
  • linijka
  • pióra ( ja wykorzystałam takie 15-20 cm, ale już wiem ,że dłuższe też mogą być) 
  • kolorowe rurki 
  • pistolet na gorący klej
  • ostry nożyk
  • duże kolorowe guziki



Z  białego filcu o długości 30 cm wycięłam pasek o szerokości 10 cm i złożyłam na pół. Rurki pocięłam na kawałki o długości ok 4 cm. i nałożyłam na pióra/


Z kolorowego filcu wycięłam trójkąty tak aby ładnie mieściły się na białym filcu . Wzór dowolny. ten jest najprostszy.. w głowie mam jeszcze kilka ;) 


Trójkąty z premedytacją przyszyłam kontrastowym kordonkiem ;) Szybsza wersja i bez efektu szwu - przykleić na gorący klej ;) 


Wcześniej przyszykowane pióra w rurkach ułożyłam między dwoma warstwami filcu i przeszyłam kolorowym kordonkiem. I tu mała uwaga.Testy wykazały,że konieczne jest jednak przyklejenie piór między warstwami filcu na gorący klej ;) 


Po bokach filcu przyszłam kolorowe guziki, które ładnie maskują mocowanie wstążki ( nią będziemy zawiązywać pióropusz na głowie). Wstążkę można zastąpić gumką:) Z tyłu pióropusza tam gdzie mamy mocowanie guzików mocujemy też kolorowy kordonek( lub inna cienką wstążkę , bądź kilka). Drugi koniec nitki zawiązujemy na piórze i nakładamy na niego rurkę która maskuje wiązanie.( Tu też jest dobrze dodać kroplę gorącego kleju). Tych wiszących piór może być więcej.. mnie już zabrakło ;) 


Tak wygląda końcowy efekt. Pióropusz robiony na szybko z uwieszonym na plecach synem , podkradającym rurki i piórka ;) W planach było jeszcze malowanie końcówek piór na niebiesko, ale mój asystent zniweczył plany ;) Niestety syn się zbuntował i pozować do zdjęć w pióropuszu nie chciał. Zgodził się mąż.. a potem udało mi się małego Y przekupić kinder-niespodzianką ;) ( ehh i niby dziecko fotografa ;p) Czyli efekt końcowy można obejrzeć na dużym i małym modelu ;)



Ta pełnia szczęścia i oczekiwania na twarzy gdy tata z prędkością godną żółwia odwija sreberko z jajka i powoli kruszy czekoladę by dostać się do niespodzianki i dać synowi.. No i  ja stojąca obok i z prędkością godną geparda pstrykającą zdjęcia,żeby choć któreś nadawało się do pokazania ;) 




Ponieważ obaj panowie mają w genach trochę genów rdzennych indios cubanos.. to pióropusze są im jak najbardziej przeznaczone ;) 


Myślicie,że to już wszystko co taki indio cubano powinien mieć na sobie ??? Bo według mnie brakuje im jeszcze jednej ważnej rzeczy i jak tą rzecz zrobić pokażę Wam w następnym poście ;) Nie wyrzucajcie rurek!! 

A ciekawi jesteście moich inspiracji ?? Bo to nie pinterest ;) a oryginalne zdjęcia  rdzennych  mieszkańców ameryki z tej strony na FB 






to ilu inidan będzie teraz na balach ??? :D 

Jeśli jesteście ciekawi jak będą wyglądały ulepszone kolejne pióropusze ( będą w innych kolorach) i sesja z nimi  to zapraszam do obserwowania drugiego bloga.. tam wszystko pokażę :D 


Iza 

2015-01-18

SANTA BLOGGER

Na koniec zeszłego roku wspominałam Wam, że Karolina z House Loves zaprosiła mnie do akcji , która zorganizowała  pt " Santa blogger ". Samą  akcje najlepiej opisała Karolina  więc zapraszam do niej na bloga, ale ja oczywiście też dodam od siebie trochę słów. 
Ideą było obdarowanie uczestniczek akcji drobnym prezentem, który mówiłby coś o darczyńcy i jego blogu. W ten sposób miałyśmy sprawić sobie trochę radości i dać się poznać wzajemnie wśród uczestniczek jak i czytelników naszych blogów. Moim zdaniem akcja się udała. Ja sama poznałam 2 blogi , które obdarowałam a, o których wcześniej nie słyszałam. Także po każdej publikacji podsumowania "santa blogger" u dziewczyn na blogach mam nowych czytelników. Mam nadzieje,że one się wzbogacą też i o Was , bo każdy jeden blog warty jest odwiedzania :) 
Grup Santa Blogger było dwie , tyle było chętnych. Ja byłam w pierwszej grupie a razem ze mną dziewczyny :

Karolina z www.houseloves.com- organizatorka

Dziewczyny nie tylko zadbały o zawartość prezentów, ale także o ich opakowanie. Stanowczo rządziły stonowane kolory i papier pakowy ! ( ja też w taki zapakowałam i ozdobiłam wzorami z flamastra kredowego ). Po  otworzeniu pudła z prezentami na szybko zrobiłam im zdjęcia, bo wiedziałam ,że nie wytrzymam długo i zaraz wszystko otworzę! :) I tak w ciągu ok 20 min delektując się momentem otwierana każdego prezentu , rozpakowałam wszystko! :D Niestety wiedząc,że prezenty  mają trafić jeszcze na zdjęciach na bloga, nie wszystkimi mogłam nacieszyć się od razu..  a ciasteczka , cukiereczki i herbatki uruchomiły mi ślinianki..  i tak czekały na konsumpcje aż ponad tydzień , czyli do dziś.. 





Od Aleksandry  dostałyśmy piękne  minimalistyczne kalendarze zaprojektowane przez Olę Błędowską.  Są w bardzo stylu Aleksandry i jej wnętrz, które bardzo lubię. Kalendarz pięknie się wpasował przy drzwiach wejściowych..choć moje wnętrza w porównaniu z piece  of love studio to barok, rokoko i secesja w jednym ;) ps. to nie ostatni prezent od Oli. 


Karolina z house loves  jako mistrz organizacji przesłała nam kalendarz i organizer własnego projektu. Ja też bardzo lubię dobrą organizację i też jestem w tym niezła. Do tej pory  radziłam sobie bez takich świetnych pomocników.. wiec teraz.. to będę torpeda organizacji a co !!  drżyjcie wszyscy! ;)) Karolina to będzie twoja "wina" ;) Kalendarz z heksagonów zabieram do pracy, tam też lubię mieć ładnie :D Karolina aktualnie buduje własny dom i zdaje bardzo fachowe relacje z poczynań.Dodatkowo prowadzi serię wpisów  "w Polsce się nie da ?" gdzie udowadnia czy pewne inspiracje internetowe są możliwe do realizowania u nas w kraju. Polecam bardzo . 


To piękne misterne turkusowe origami to hand made prosto od Kasi z Conchita home. u Kasi znajdziecie ogrom wnętrzarskich inspiracji i równie dużo DIY,, a kto nie lubi DIY? ;) 
Patrycja z kokopeliadesign przesłała każdej z nas własnoręcznie wykonaną zawieszkę na choinkę w jej ulubionym kolorze. Patrycja jest fanką dobrego wzornictwa i takie też pokazuje u siebie na blogu. Po wiedzę w tym zakresie zapraszam właśnie do niej. Zawieszka od Patrycji w przyszłym roku zawiśnie u nas na choince bo w tym roku już choinka się wyprowadziła.. ale, ale czy wy widzicie jak świetnie kolorystycznie zgrała się z lampionem od Agaty z tak po prostu dom  ? Agata do lampionu dodała też pyszne pralinki ( zaraz po zdjęciach zostały skonsumowane ). Agata to bardzo zdolna kobieta, która zajmuje się między innymi urządzaniem wnętrz. Jej ostatnia praca pokazana na blogu naprawdę zachwyca. Koniecznie zajrzyjcie do niej. 


Agnieszka z Life Style inspiracje sprezentowała nam stylowe zawieszki świąteczne B&W i pyszną herbatę :) Jeśli jesteście fankami  wnętrz B&W z domieszką szarości, to odwiedziny u niej są obowiązkowe :D  
Magda z Wnętrza Zewnętrza mimo iż jest mamą dwójki dzieci (czyli na nadmiar czasu wolnego nie narzeka )  , dla każdej z nas przyszykowała własnoręcznie pomalowane i ozdobione pudełko pełne smakołyków. Mam już kilka pomysłów co w nim będę trzymać i gdzie, ale jeszcze nie wiem , który wygra :)  Magda wraz z mężem  prowadzą bloga o pięknych i ciekawych wnętrzach również o wnętrzu swojego mieszkania :) Aktywnie uczestniczą w wydarzeniach wnętrzarskich, więc będąc u nich jesteście na bieżąco ze wszystkim ! :) 

Iza z MLS  kocha wnętrza shabby i eklektyzm.. jej piękne mieszkanie w porównaniu do mojego jest bardzo stonowane.. a mimo to o mały włos zdublowałybyśmy się z prezentami ;) Ja w tym roku przeżywam mała fascynację lnem i obok ozdób w moich kolorach szyłam też gwiazdki z lnu. Miałam w planach przesłanie dziewczynom właśnie takich, ale ostatecznie stanęło na biało czerwonych sercach .. uff dobrze,że trzymałam się wskazówek Karoliny (prezenty miały odzwierciedlać nas..więc czerwono białe serca są bardziej coloresdemialma niż lniane ;) ) Także Iza...., udało nam się :D A jak chcecie zobaczyć jak te same gwiazdki wyglądają w mojej "pstrokaciźnie" a jak w stonowanych i wyważonych wnętrzach Izy .. zapraszam do niej :)  ps. gwiazdka Izy leży na kuponie od Oli z piece of love studio na pyszne kawy w Czarny Deszcz ...lepiej być nie mogło.. dla mnie dzień bez kawy to dzień stracony ;) 



Ta piękna ręcznie stemplowana poducha w czerwone chmury to dzieło Oli z bloga O Zebrze. Ola również jest miłośniczką DIY a stemple z ziemniaka opanowała do perfekcji. A jakie są wnętrza Oli ? Jak to u zebry ;) Czarno białe i bardzo wysmakowane i pełne rzeczy prosto spod rąk Oli. Poducha podoba się bardzo mojemu synowi,więc wieczorem już powędrowała na łóżko małego Y :D 
Pachnące i nęcące oko i inne zmysły ciasteczka są prosto od Małgosi z Home by wolff. Małgosia robi piękne drewniane cudeńka, ale postanowiła zaskoczyć nas swoim kolejnym talentem... kulinarnym.. Na zdjęciu ciasteczek już jest mniej, bo obok stał już mój syn , chrupiąc i mówiąc.."minami..jakie pyszne" ;) 


Od Ani vel Scraperki dostałyśmy piękne notesy.. jestem więcej niż pewna, że do zapisywania tych wszystkich blogerskich pomysłów co by nam nie uciekły i było więcej postów ;) Mały, stylowy i zawsze można mieć go przy sobie ;) Czy jest ktoś na sali kto nie zna Ani??  przyznać się?  ;) Jeśli znajdą się jakieś jednostki koniecznie musicie do niej zajrzeć.. Ania poza pozytywnym nastawieniem do życia, zaraża też miłością do pięknych rzeczy , wnętrz i celebrowania małych, ale jakże ważnych przyjemności :)  Takich jak np cieszenie się piękną mała szydełkową zakładką jaką przygotowała nam Aga z Pretty Pleasure. Aga ma swój wyjątkowy styl, dość mocno odbiegający od aktualnego wnętrzarskiego  nurtu. Ja bardzo lubię do niej zaglądać, bo Aga kojarzy mi się z naturalnością.. Jej wnętrza, kolory, które ma u siebie, miłość do roślin i zwierząt  i nawet zdjęcia, które zawsze idą z naturalnym światłem to wszystko jest takie w zgodzie z naturą.. ale również z dobrym smakiem :) 



Jak widzicie moja duża lniana poducha zyskała  swoją mała baby gwiazdkę od Izy ;) 


I na końcu Kasia z My full house. Kasia zadbała o to byśmy nacieszyły oczy i zadbały o siebie. Niedawno przeprowadziła się z Dani do Polski i próbuje skandynawski styl życia i urządzania wnętrz  przenieść tutaj.  Świetnie się jej to udaje. Duńskie wnętrzarskie czasopisma, które od niej dostałyśmy cieszą oczy bardzo.. i nawet nie przeszkadza to że nic nie rozumiem ;) Zdjęcia mówią same za siebie.. a ponieważ musimy zadbać nie tylko o wnętrza naszych mieszkań, ale o własne zewnętrza dostałyśmy też maseczki na chwile relaksu :D 


Te wszystkie śnieżynki i jelonki wypadły z opakowań..  cudny pomysł.. wręcz magiczny! :D 


Ja dla dziewczyn przygotowałam ręcznie robione zawieszki - serca  w biało czerwone wzory. Takie kolory "coloresdemialma" i dla każdej przygotowałam dużą odbitkę zdjęcia mojego autorstwa. Choć ze zdjęciami miałam małe problemy i o mały włos by ich nie było.. Przy wywoływaniu  zdjęć opcja zdjęć "kolorowe" w niewiadomym dla mnie momencie zmieniła się na "sepia" ( nie cierpię tej kolorystyki) . Uważnie wybrane zdjęcia dla każdej z dziewczyn przyszły w masakrycznej wersji rano przed moim wyjazdem na święta. Pozostało mi tylko szybko wrzucić zdjęcia do wywołania  o dość neutralnej kolorystyce i trzymać kciuki żeby dotarły przed końcem roku.. udało się, jak zobaczycie w relacjach innych uczestniczek :) 

I jak poznałyście dzięki akcji Santa Blogger jakieś ciekawe blogi ?  Mam nadzieje, że tak.

Ja do was wrócę w nowym tygodniu z dwoma wpisami karnawałowymi  z serii DIY :) 
a w między czasie zapraszam do poczytania o podróży z dzieckiem po Kubie na Ładne Bebe , gdzie odpowiedziałam dziewczynom na kilka pytań :) 

Iza 

ps. w tym roku biorę udział  w konkursie na BLOGA ROKU i liczę mocno na wasze wsparcie. Na fan page będę informować na bieżąco kiedy , gdzie i jak można głosować :) 




2015-01-07

Cuba -Guantanamo

Od połowy listopada męczyłam Was postami wnętrzarskimi i DIY ..nawet pierwszy wpis w tym roku był wnętrzarski ;)  Jednak udało mi się nadrobić pewne foto-zaległości i dziś będzie podróżniczo. Co prawda podróż ta odbyła się prawie rok temu :) to ilość zdjęć jaką przywiozłam i różne koleje losu uniemożliwiły mi szybkie rozprawienie się z nimi.  Dzisiejszy wpis nadal nie będzie ostatnim , ale jednak moim ulubionym z ostatniej wyprawy na Kubę. Na tyle ulubionym, że przeskoczyłam 2 miasta w obróbce,żeby Wam go pokazać ;)  Jest on najbardziej prywatnym z tej podróży, bo będzie z 5 dni , które spędziliśmy w domu mojej teściowej. Sama rodzina, bez znajomych, którzy wcześniej byli z nami. Na peryferiach miasta o którym na pewno słyszeliście.. Guantanamo. Dla nie wtajemniczonych, miasto to jest podzielone na część amerykańską i kubańską i w części kubańskiej rzeczywiście można spotkać więcej niż gdzie indziej wojskowych na ulicach.  Babcia małego Y mieszka na peryferiach części kubańskiej oczywiście , między polami trzciny cukrowej. Mieliśmy agroturystkę w wersji wyspiarskiej. W sumie, to mi trochę  przypominało wakacje na wsi u mojej babci tylko inne krajobrazy i mentalność ludzi ;) 

Zastanawiałam się jak podzielić zdjęcia z tej części podróży między oba blogi ( ten i fotograficzny). Do tej pory bardziej rodzinne, life-style-owe , były tu a cała reszta tam . Tylko,że dla mnie tu są wszystkie rodzinne, choć na wielu z nich nas nie ma ;)  .... Ostatecznie jakiś klucz podziału tego znalazłam i jak jesteście ciekawi jakie jeszcze zdjęcia zrobiłam w Guantanamo , to zapraszam na bloga Izabela Perez Harriette PHOTOGRAPHY. Pewnie kilka zdjęć się zdubluje.. ale tak musi być ;)) 

Trudno mi coś napisać po wielu miesiącach od pobytu tam. Na świeżo zawsze jest więcej anegdot ;) Trudno mi było też ułożyć te zdjęcia w jakąś sensowną całość, jakąś ciągłą historię. Te 5 dni to taki slow life i cieszenie się swoim towarzystwem. Gdy było za gorąco żeby nawet ręką machnąć i odgonić muchę robiło się drzemkę.. wieczorem, były grupowe wypady nad pobliski kanał żeby się trochę orzeźwić..  czasami robiło się wypady na drugą stronę wioski do znajomych lub przedzierało się parę kilometrów przez pola trzciny cukrowej żeby odwiedzić rodzinę.. lub następnego dnia rodzina wpadała do nas ;) Przyznam się, że w ciągu dnia było tak gorąco że nie chciało mi się zdjęć robić.. dopiero późnym popołudniem łapałam za aparat. Modeli i modelki miałam wdzięcznych i każdy pchał się przed obiektyw i często wręcz byłam proszona o wyjęcie aparatu w końcu z torby ;) .. Portretów wyszło sporo.. ale więcej ich jest TAM  :) 

Zaprasza na trochę lata w środku zimy ;)


Na początek parę zdjęć z miejsca w którym byliśmy. Na kadrze wyżej , główny plac wioski i szkoła. 


Takie piękne krówki  były w ogródku u naszych sąsiadów. (wołowina to drogie rzadkie mięso na Kubie ) 



W tle pola trzcinowe otaczające wioskę. 2 km dalej jest przetwórnia trzciny.. gdzie można dostać zarówno cukier jak i el aguardiente  czyli bimber rumowy ... 


Yosiel z babcią Griseldą. Po kilku dniach zapoznawczych ( ich pierwsze spotkanie) Yosi zaakceptował fakt ,że babcia nie jest tylko jedna( ta w Polsce ;) ), a jest ich aż dwie ;) 


prawnuczek, wnuczek i pradziadek ;) 


wdzięczne modelki Greisi ( moja szwagierka) Daniela i Mercedes i mój najwdzięczniejszy model.. ( do tej pory nie mogę rozgryźć czy na tym zdjęciu się uśmiecha czy beczy ;p ) 


męskie pogaduszki przy gołębniku ;) 





w końcu rozgryzłam po kim Yosiel ma nos ;) po cioci Greisi  ;) 





Był czas,że na Kubie walki kogutów były nie legalne. Cały czas jednak się odbywały. W ciągu ostatnich 3 lat to się zmieniło i spotkania  takie organizowane są już bardziej oficjalnie. Hodowla kogutów do walk wśród kubańczyków jest dość popularna. Nie ominęło też to moich szwagrów.  Miałam okazję zobaczyć taką ćwiczeniową walkę na żywo. Jestem przeciwna temu, ale to jest częścią kultury i mój sprzeciw nic tam nie zmieni. 


Tak, moje dziecko też na to patrzyło, ale przez moment. Bardziej był zainteresowany zabawą z innymi dziećmi. 



Dziadek dużego pana Y  i mój teść ;)  



Dumni szwagrowie ze swoimi kogutami. Z moich obserwacji wynika, że jednymi z bardziej pielęgnowanych i zadbanych zwierząt na Kubie są właśnie koguty do walk. 







Nie ma to jak męskie towarzystwo ;) 


Daniela i Yosi to był cudny obrazek ;) Yosi bałaganił , rozlewał wodę.. a Daniela za nim chodziła i sprzątała i "suszyła" mu głowę.. normalnie stare dobre małżeństwo ;p 


w drodze nad wodę ... ( tam po lewej właśnie rozgrywała się wieczorna partyjka domina ;) ) 


brudne, zmęczone i szczęśliwe dziecko ;) 




ojciec i synowie /  ojciec i syn ;) 









gdy robiłam to zdjęcie nie miałam pojęcia jak głęboka jest ta woda..  potem się przeraziłam..  mała interwencja.. więcej skoków nie było..  




Yosi kontroluje czy wszyscy dotarli na miejsce ;) 



Jedni na nogach, drudzy na barana  a jeszcze inni na koniu ;)) 



Każdy moment jest dobry na pozowanie ;) 



Teraz już wiem ,że jakby co,  mąż mój dwójkę ogarnie ;) 




Jedno z wielu na Kubie ujęć pleców Yosiego .... ;p 




upadki się zdarzały .. ale opiekunów i chętnych do całowania ran było wielu ;)) 


czary mary i modelki wyskakiwały mi wręcz spod ręcznika ;) 



tu modelki mnożyły mi się w oczach ;) 



czasami padało ;) krótko i intensywnie.. na Kubie nie występuje coś co nazywamy mżawką.. lub lekkim deszczykiem ;) 




pada deszcz dzieci się nudzą ?  zawsze można rzucać piłką w deszcz ;p






domino , to zawsze dobry pomysł .. szczególnie dla panów ;) 



Jak patrzę na to zdjęcie to przypomina się mi stara prawda.. im mniej mamy tym więcej dajemy. Ten koń ciągnie "autobus konny", którym powoził mój szwagier. Koń w czasie kiedy my byliśmy na Kubie chorował i nie pracował. Mój szwagier nie wyobrażał sobie,żebyśmy brali taksówkę z dworca jeśli on ma pojazd i przyjechał po nas .. W tym samym roku odwiedziliśmy moją rodzinę za granicą .. i wiecie co ?  czekaliśmy całą noc pod dworcem w Mediolanie na przesiadkę.. bo było tysiąc różnych wymówek, żeby po nas nie wyjechać...  ot ..życie... 


marsz przez pola trzcinowe..w odwiedziny do rodziny ;) 







Jak już wszyscy się wygadają.. to jest pora na domino ;) 


nuuuudyyyyy mówię Wam... ;) 


ewentualnie można popozować do zdjęć ;) moja teściowa i szwagierka :) 


braterska rywalizacja ;) 







Na kubie dzieci nie maja za dużo zabawek, więc każda zabawka kupiona na miejscu przez nas była rozchwytywana przez wszystkich ;) Choć głównymi użytkownikami byli Daniela i Yosiel


czy ma się 2 czy 28 lat nie ma to jak babcia ;)


a jak myśleliście już,ze mnie nie ma na zdjęciach...  to prawie mieliście rację ;) pojawiam się tylko na kilku i to takich "pamiątkowych" ;) Tu z jednym z wielu wujków ( mam problem z zapamiętaniem imion bo co wyjazd to poznaję wielu nowych krewnych ;p ) 


Yosiel z dziadkiem Domingo.


o! znów jestem ! ;) 



jedno z moich ulubionych zdjęć. Yoilan z braćmi i zwiewający Yosiel ;) 





Były takie miejsca gdzie stawałam się atrakcją turystyczną  Yuma ( kubańskie określenie na obcokrajowca) była w wiosce  ;) Tych dwóch o to młodych panów nie opuszczało płotu dopóki byłam w odwiedzinach u cioci męża ;) 



I to na tyle wiejsko-kubańskich kadrów. Więcej na TYM blogu :)   Chciałam Wam pokazać,że Kuba choć tak daleko i tak inna nam się wydaje to ma wiele wspólnego z Polską ;)  Bo nie przypomina Wam to trochę naszych polskich wakacji u babci i dziadka na wsi ? ;) Klimat owszem inny.. ale spacery nad rzekę.. duża rodzina w jednym miejscu i dużo zwierząt dookoła.. ? bo mnie tak :)  

Mam nadzieję ,że Was nie zanudziłam  i będziecie jeszcze chcieli zobaczyć więcej zdjęć z Kuby , bo nadal jest ich sporo ;)) 

Tym czasem zmykam . Powrót do pracy po świąteczno-noworocznym lenistwie jest trudny. Całe szczęście zaraz weekend, a wtedy spotkam się z dziewczynami ( Anicją Olą, Anią, Gu, Agą, Lu , Martą , Dianą ) na Bloggers Baby Shower :)  będzie relacja i będą zdjęcia Agi z brzuchem ;) 


Iza