2015-09-27

Projekt Starachowice -metamorfoza szafki na wysoki połysk

Zapytałam wczoraj na fan-page o post, który najpierw chcecie. Dalszą część zmian w kuchni w domu mojej mamy, czy efekt "PO" pewnej szafki na wysoki połysk. Jednogłośnie wygrała szafka :)  Także, zgodnie z głosem czytelników dziś będzie o tym jak pewna szafka straciła swój błysk! ;) 

Zanim przejdę do konkretów , chciałabym jeszcze napisać kilka słów na temat tego jak urządzam mieszkanie mojej mamy i dlaczego :). Dobór kolorów. Możecie pomyśleć,że może mama  chciałaby stonowanie, szarości,brązy itp... nic bardziej mylnego. Moja mama od zawsze kochała kolory ( choć nie bardzo umie je ze sobą łączyć) Kiedyś miłośniczka ciężkich dębowych mebli, teraz jasnych i białych ( tak moje mieszkanie miało na to wpływ). Bardzo lubi pastele, nie lubi szarości i pewnych odcieni niebieskiego. W moich wyborach kolorystycznych kierowałam się jej gustem, ale starałam się to ubrać po swojemu ;) Największy kompromisem dla mojej mamy był kolor szary na ścianach w kuchni. W sumie to prawie posłużyłam się szantażem ( jak zmieni podłogę osobiście przemaluję na biało ;p ). Po fakcie okazało się, że efekt końcowy ją zachwyca.. a sąsiadki odkupowały resztki farby ;) To też był mały przełom w naszym duecie pomysłodawca-odbiorca bo zyskałam 100% zaufania ;) 

Remont trwa od maja.I nadal jest dużo do zrobienia. Ja mimo wielkich chęci i ogromnego zapału nie zrealizowałam w tym sezonie wszystkich moich punktów na liście "to do  projekt starachowice". Zrealizowałam kilka dodatkowych z poza listy ;) no i jakość tak z czasem ta moja lista ciągle się rozrasta o nowe pomysły DIY i metamorfoz starych mebli.  Jednym z pierwszych mebli, za który się zabrałam była szafka, o której dzisiejszy wpis. Stoi w domu odkąd pamiętam. Jeden z wielu mebli na wysoki połysk. W dwóch ostatnich zdaniach jest klucz do tego, dlaczego nie pozostawiłam jej w stanie pierwotnym. W domu po dziadkach wszystkie meble były na wysoki połysk.. i stały tam od ponad 40 lat. Wizualnie i ja i mama jesteśmy bardzo zmęczone tego rodzaju dizajnem ;) Błyskowi powiedziałyśmy "papa" ..( no cały czas mówimy bo jeszcze kilka mebli mam w wersji "do zrobienia" ;) ). Możecie powiedzieć,że mogłyśmy sprzedać szafkę i kupić nową, taka jak nam pasuje..ale co to za frajda ? ;) ( szczerze mówiąc, mama miała w planie porąbać na podpałkę do pieca ;) ) 

Szafka stała w pokoju, który początkowo miał być nie ruszany w tym roku,ale w miarę jedzenia apetyt rośnie ;) Decyzja zapadła szybko i nie zdążyłam mu zrobić zdjęcia "przed", ale to temat na inny post :). Całe szczęście zdążyłam zrobić zdjęcie "przed" szafce. Nawet kilka w trakcie. Z perspektywy czasu w ogóle się dziwie że ja dałam radę jakiekolwiek zdjęcia zrobić w tym czasie.. bo pracowałam na na prawdę wysokich obrotach ;) Szafka, która miała być zrobiona rach-ciach wystawiła moją cierpliwość i nieustępliwość ( vel bycie upartym ) na próbę. Nie dałam się. Choć przyznam się Wam,że nie powinnam jeszcze jej pokazywać ;p Ma jedną rzecz do poprawienia. Jednak pomyślałam,że jak przy ostatnim pobycie na "placu boju"  nie zrobię jej zdjęć, to pokażę ją dopiero w przyszłym roku, a wiem,że parę osób na efekt końcowy czeka już długo ;) 

Pomysł na szafkę miałam już w kwietniu ;) jednej części składowej szukałam 1,5 miesiąca. Nie do końca miałam tylko pomysł jak tej pięknej politury skutecznie i szybko się pozbyć. Przypadki jednak rządzą światem..albo czysta ciekawość ludzka.. ;) 
Rozpisałam się ciut tytułem wstępu. Już przechodzę do rzeczy,żeby bardziej nie przynudzać ;) 


Ten piękny błysk, ostatni raz był widziany na koniec czerwca ;) 


Moim pierwszym planem na zdarcie politury była szlifierka. Wśród wielu czynności przy remoncie miałam też w rękach opalarkę i  jedną bardzo stara szafkę na wysoki połysk, która robiła jako pomocnik remontowy. Ciekawość zwyciężyła i wypróbowałam na jej fragmencie działanie opalarki. Okazało się,że politura schodzi idealnie. Zachowuje się trochę jak karmel zrobiony z cukru na patelni, który już zastygł i jeśli jest cienki i się w niego pukniemy to pęka i się kruszy. Politura pod wpływem ciepła opalarki schodzi o wiele łatwiej i szybciej niż farba. 


Niestety nie mam dla Was zdjęcia ( tak szybko poszło ), ale na instagramie znajdziecie wideo, które pokazuje ten proces :) 


Moi wierni pomocnicy :) Pieszczochy, dla których czasami musiałam porzucać szlifierkę, opalarkę bądź pędzel, bo głośno i mocno domagały się pieszczot ;p


Proces usuwania politury był na tyle łatwy i przyjemny,że mój mąż zaoferował swoja pomoc. Ja już dawno przestałam zgrywać "Zosię samosię" przy mężu ;) więc pozwoliłam mu się pobawić .. i to był mój błąd.. panu Y nie wystarczył fakt,że politurę usuwa się łatwo i dość szybko.. postanowił to przyspieszyć siłą..i narobił mi szpachelką dziur... tym samym dodatkowej pracy. Musiałam wypełnić ubytki szpachlą do drewna. Po wspaniałym początku tej metamorfozy.. pierwsze schody ;) Całe szczęście łatwe do pokonania ;) 


Plan na szafkę był następujący. Biała, na drzwi tapeta, na nogi skarpety ;) . Szafkę potraktowałam gruntem. ( ten remont i ilość wykonanych metamorfoz nauczyło mnie wszystko traktować przed malowaniem gruntem ;p ) 


Po 1 warstwie gruntu i 2 warstwach farby akrylowej satynowej i odpowiednim czasie schnięcia mogłam zająć się nogami . Również grunt , 2 warty farby białej ( tej samej co reszta) i ....


..złote skarpety :)  Użyłam do nich farby akrylowej fluggera jakby ktoś pytał. Szukałam trochę czasu ładnego odcieniu złota i znalazłam właśnie tam :) Zależało mi na farbie akrylowej bo olejnych , alkidowych używam kiedy już na prawdę muszę.. ;) 


Na samym końcu było przyklejenie tapety. Bułka z masłem, jak to mówi mój syn ;) W końcu już to robiłam i na ścianie i na mojej komodzie ( o TU ) . Doświadczenie mam. Zawsze wychodziło :) No i schodek nr 2 ;) Po przyklejeniu tapety okazało się, że pięknie oczyszczone brązowe drzwi ( co by tapeta dobrze się trzymała) pięknie prześwitują przez tapetę i efekt końcowy jest masakryczny.... :( I to spowodowało ,że na ten post musieliście tyle czekać. Tapetę szybko zerwałam ( klej nie schnie aż tak szybko). Usunięcie jednak tego kleju to była mordęga. Jak już mi się udało , dwa razy gruntowałam drzwi na biało. Przy okazji pomalowałam też i zawiasy... i to był kolejny schodek..;)  W sierpniu przy kolejnej wizycie, gdy złe emocje w stosunku do szafki opadły , nakleiłam tapetę. Tym razem pomagała mi Beata z ForRenForLiving ( zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem jej precyzji i dopracowaniu szczególików ) . Przy naklejaniu i otworzeniu kilku razy drzwi okazało się,że farba  z zawiasów ( są widoczne na zewnątrz ) pięknie odpryskuje ( to ten kolejny schodek).  Przy ostatnim pobycie miałam odkręcić zawiasy i je wyczyścić i zostawić oryginalny kolor i zamocować gałki.  To drugie mi się udało, to pierwsze już nie ..bo brakło odpowiedniej końcówki przy wkrętarce...  

No więc... ( wiem, nie zaczyna się tak zdania..) ..ale muszę.. No więc.. wkurzona ciut się poddałam i stwierdziłam,że albo pokażę Wam ją taką jaka jest albo w ogóle.. Może szafka się zawstydzi i przestanie mi te schody ciągle stawiać pod nogami ;) Obiecuję,że jak już zawiasy będą ładne, przy dużych kadrach z pokoju pokażę Wam ją znowu :) A teraz jeśli dotarliście do tego momentu czytając proszę o wyrozumiałość i przymknięcie oka na pewne niedoskonałości ;) 



Ach! Zapomniałabym napisać,dlaczego takie kolory i gdzie ona stoi ;) Szafka stoi w pokoju, który przeżył największy remont ( zrywanie podłogi, tynków, wymiana okien, burzenie kuchni węglowej, zamurowania starych nieużywanych drzwi, założenie parapetów i nowych kaloryferów i drzwi wewnętrznych..) Generalnie cały prawie nowy jest ;) . Wcześniej nazwałam go różową komnatą ..było to  z lekka złośliwe ;). Mimo to, róż zostawiłam ;) W 2 odcieniach ( jasny róż + amarant), dodałam żółty i trochę złota. Wszystko na białym tle. Wszystkie kolory mama bardzo lubi ;) 



Przy okazji na zdjęciach jeszcze inne rzeczy które zmieniłam  :)  Stary 20 letni stołek. Było ich 3 . wszystkie w kiepskim stanie wędrowały po podwórku, garażu i innych gospodarczych pomieszczeniach. Teraz każdy ma inny kolor :) Na zdjęciu jasno różowy :)  Reszta w innych odsłonach #projektstarachowice ;) . Stołki nie były potraktowane po macoszemu. Nie były maźnięte, a porządnie wyszlifowane, połatane, zagruntowane i dopiero pomalowane :) Mała rzecz,ale też trochę pracy :) 


Kolejną rzeczą "DIY"jest to pudełko ombre.  Przywiozłam swoje własne nie używane z domu :) Pomalowane ( i zagruntowane) farbą akrylową ( tą samą co stołek) i następnie wysprejowane od dołu ciemniejszym odcieniem ;). Mam w domu jeszcze takie 3 :) eksperyment się udał..więc teraz zrobie w moich kolorach :D 






drewniana podstawka.. wujek, przez płot , drewno ciął na opał...uciął mi 4 krążki ;)  wyszlifowałam. zawoskowałam i mam :) 2 ja , 2 mama ;) 



poduszka jakby ktoś pytał, tez hand made by me ;) 



Przypomnę Wam, jak wyglądał ten  fragment pokoju, przed remontem :) 



i na koniec uwielbiane przez wszystkich zestawienie ;) before/after :) 


Mam nadzieję,że ci z Was, którzy czekali na tą metamorfozę, nie są rozczarowani, a miłośnicy politury nie zlinczują mnie bardzo ;) 

Mama jest zachwycona i pozytywnie zaskoczona efektem końcowym :) I już nie żałuje,że jej nie spaliła ;) 

Kolejne odcinki tego serialu zwanego #projektstarachowice już niedługo :) 

Iza 



2015-09-18

Projekt Starachowice - kuchenne lampy - metamorfoza

Dziś oficjalnie rozpoczynam serię postów nazwanych roboczo ( i tak już zostanie) Projekt Starachowice. Wiem,że wielu z Was na te posty czeka. Mam nadzieję nie rozczarować. O projekcie i dużej ilości pracy jaka nas czeka pisałam TUTAJ. Od maja co najmniej raz w miesiącu jechałam razem z mężem na "roboty" ;) czasami były to 4 dni czasami prawie 2 tygodnie. Oczywiście nie wszystko robiliśmy sami. Był fachowiec od grubej roboty. Dużo , bardzo dużo jednak zrobiłam ja i mój mąż.
Było to spowodowane wieloma rzeczami. I oszczędnościami i tym,że my lubimy takie rzeczy robić. Mama miała odłożone sporo na remont domu, ale i tak bez kredytów się nie obyło. Sama też pomagałam finansowo jak mogłam. Stary dom to jednak studnia bez dna  ;) Nadal jest dużo do zrobienia, ale wszystko z czasem. Każdy, kto remontował dom lub budował wie ile pochłania to czasu, sił , energii i finansów. U mnie wszystko to jest na wyczerpaniu.. jednak póki pogoda jest dobra znów na 5 dni jadę do Starachowic robić dalsze metamorfozy itp ;)

Dla nie wtajemniczonych. Dom jest mojej mamy. Jest po dziadkach. I zawsze było w nim pełno ludzi. Założeniem mamy jest, aby  ten dom nadal skupiał liczną rodzinę razem. Przynajmniej raz do roku :)  Jak widzieliście  przy okazji BPM dom ma fluidy ściągające ludzi bo w sierpniu było w nim około 20 osób i wszyscy miło spędzili czas ;) i nie było zgrzytów :) atmosfera iście rodzinna :)

Mama powierzyła projekt zmian i dekoracji mnie. Oczywiście bardzo mnie to ucieszyło, bo po pierwsze miło jest wiedzieć, że mama ufa moim wyborom i gustowi a po drugie mogłam się sprawdzić, czy komuś mogłabym urządzić dom. Nadal nie jest to super wielkie sprawdzenie własnych umiejętności, bo jeśli kogoś zna się całe życie i dom który się urządza , sprawa jest ułatwiona.  W praniu wyszło jednak kilka nie porozumień, więc nie obyło się bez ciekawych sytuacji, kosztujących trochę nerwów ale też i śmiechu ;) Do kilku rzeczy musiałam mamę bardzo przekonywać, wręcz dopuszczać się przekupstwa. W ostatecznym rozrachunku mama jest zachwycona zmianami :D I rzeczy których najbardziej się obawiała najbardziej ja cieszą :D To uważam za swój prywatny sukces :)

W trakcie całego remontu wiele rzeczy przerabiam samodzielnie i nadaje im zupełnie inny wygląd. Czasami są to stare rzeczy, które były już w domu, czasami nowe, ale dość tanie, tyle że nie pasujące kolorem. I tak właśnie zrobiłam z metalowymi lampami  do kuchni. Są to jedne z tańszych metalowych lamp z IKEA.  Do kuchni potrzebowałam prostych lamp w kolorze pastelowym. Najlepiej tanich ;) Pomyślałam,że te ze względu na cenę, mogę zaryzykować i spróbować pomalować :) Zakupiłam odpowiednie podkłady i farby i przystąpiłam do działania.
Klosze rozebrałam na części i odtłuściłam. Pędzlem ( wałkiem bardzo niewygodnie) pomalowałam lampy podkładem do farb zwiększającym przyczepność.  Gdy podkład wysechł przeszlifowałam szlifierką z papierem o gramaturze 180.



Po wyczyszczeniu lamp z pyłu pomalowałam 3 warty farby ( oczywiście w odstępach podanych przez producenta) . Malowałam pędzlem (4 cm szerokości) ruchami pionowymi. Z góry na dół. Tak farba rozkładała się najdokładniej.  Do różowych lamp użyłam farby akrylowej z mieszalnika. Do żółtej , farby alkidowej już z gotowym kolorem. Obie - satynowe. 


Nie spodziewałam się efektu "WOW". To i tak miały być lampy tymczasowe, zanim nie uzbieramy pieniędzy na ładniejsze ;) Jednak efekt końcowy mnie samą miło zaskoczył. :)  Wiem, że można oddać takie rzeczy do lakiernika samochodowego..ale przyznam szczerze, nie miałam czasu takiego szukać a tym bardziej jeździć do niego z lampami ;) Możecie pomyśleć,że tyle samo czasu zajęło mi pomalowanie tych lamp ;) ale to nie prawda.. Lampy malowałam, kiedy czekałam aż inne rzeczy, które pomalowałam wyschną ..wiec to tak w przerwie było ;) 





Dlaczego zaczęłam wpisy od lamp ?  Zdjęcie podobne do tego pod spodem pokazało się na instagramie już w trakcie BPM i bardzo wiele pytań dotyczyło właśnie lamp. Gdzie je zakupiłam ;) 



Dziś więcej ujęć z kuchni Wam nie pokażę,żeby za dużo nie zdradzać :) Będzie kilka postów i dłuższych. Pokażę Wam jak dużo można zrobić samemu jeśli się chce :D 
Teraz zmykam na autobus do Starachowic a Wam życzę miłego weekendu 

Iza 

2015-09-16

BLOGGERS PHOTO MEETING #3 AFTER PARTY i wyniki konkursu


Coś słodkości się ostatnio trzymają mojego bloga, bo ostatni post było o bezie..a dziś będzie dużo kadrów z lodami i ciastami ;) ( swoją drogą dostaje pierwsze informacje,że beza wychodzi.. więc jak ktoś się wahał to niech próbuje :D ) Zanim przejdę do tego, kto będzie skakał z radości bo dostanie lampion lub lampkę trochę jeszcze tu sobie popiszę i zdjęć pokażę:)  Dziś znów będzie o BPM, ale już takie kadry "po balu" ;) kiedy zostało nas tylko 1/3 z całej ferajny. Szkolenie z portretów zakończyłyśmy. Te które miały daleko do domu już odjechały..a parę dziewczyn jeszcze zostało. Po rodzinnym obiedzie ( bo część z dziewczyn było całymi rodzinami ) przypomniałam sobie, że mamy jeszcze cały zamrażalnik lodów i pudła ciast i ciasteczek. W całym zamieszaniu mi to umknęło. Z tego obrotu sprawy bardzo ucieszyły się dzieci :D Musiały jednak chwilę poczekać na konsumpcję.. w końcu wnetrzaskich blogerek tam jeszcze trochę było :)  Zrobiłyśmy 2 stylizacje pod kolor .. lodów ;) To były błyskawiczne stylizacje. Lody nie pozwalały zbyt długo na siebie czekać..a i jako modele są bardzo mało cierpliwe.. i od naszych zachwytów nad smakiem ( podjadałyśmy jednak w miedzy czasie z pudełek ;p) zaczęły nam się roztapiać ;)  Gdzie jeszcze możecie obejrzeć podobne kadry ;) i zobaczyć kto był na afterparty BPM ;) ?  a nie powiem ;) zaglądajcie do dziewczyn :D  


pozostałości po stylizacji BOHO..  uwielbiam energię tych kolorów..  :D 


parę kolorowych świec, polny bukiet i stara drabina.. nie wiele trzeba by stworzyć fajny klimat :D 








sorbet truskawkowy i mango.. energetycznie w kolorach i smaku.. jednym słowem LATO! :D 



ciastka owsiane .. uratowały mnie pod koniec weekendu BPM, kiedy z wyczerpania spadał mi cukier ;) 




ciasto też można wystylizować..  ;) kto pozna kto układa limonki ? ;) 



Za tą stylizację prawie  w 100% odpowiada Beata z For Rent For Living. Bardzo mi się podoba :D i dzięki niej przekonała mnie do kilku rzeczy, które wcześniej wydawały mi się mało atrakcyjne .. a na tym stole w dobrym towarzystwie zyskały w moich oczach ;)  Swoją drogą to połączenie czekoladowego brązu delikatnego pastelowego różu i ciemnej zieleni rozmarynu ( oczywiście z bielą ;p ) bardzo mi się podoba  :D  Jak deser lodowy może być inspiracją ? Właśnie tak :D 







Cieknie Wam ślinka ?  Bo mnie po obróbce tych zdjęć i napisaniu postu bardzo ;) Chyba muszę zajrzeć do lodówki czy nie ma tam jeszcze jakiś lodów ;) 

Wiem, że tak na prawdę czekacie na inne posty :) Są w przygotowaniu..zdjęcia obrabiam w wolnej chwili i może jeszcze w tym tygodniu coś mi się uda przygotować na blog. Nie chce jednak nic obiecywać bo w piątek znów wybywam na "roboty" do Starachowic :)  Zaglądajcie na instagram. Postaram się co nie co tam pokazać :)  

Oh.. i prawie bym zapomniała ;)  

Lampion od AGNETHA.HOME wygrywa :

szWaczka 

a lampę klatkę do BY LIGHT wygrywa : 

Alice Loves Brocante 


Gratuluję wygranym!  A wszystkim bardzo licznie biorącym udział w konkursie serdecznie dziękuję razem ze sponsorami nagród :) 

proszę przesłać dane do wysyłki na mój e-mail :
uzabela@gmail.com


Jutro zajrzyjcie do mnie na instagram. Będzie mały i szybki konkurs z Lody Grycan  :) 

Na zdjęciach rzeczy od sponsorów spotkania Bloggers Photo Meeting  :



Iza 



2015-09-12

tort bezowy by coloresdemialma

Dobrze jest prowadzić bloga. Czasami to oszczędność czasu..  ( tak, tak.. oszczędność, ale tylko czasami). Dlaczego ?  Gdy często słyszysz jakieś pytanie z różnych stron i ciągle musisz na nie odpowiadać.. blog pomaga. Można napisać wpis i później wszystkich tam odsyłać ;) Raz już to wykorzystałam i zrobiłam post Co wiem o Kubie i Wam powiem ;) Dziś wykorzystam to po raz drugi. Miało być o  remoncie domu w Starachowicach,ale pewne wydarzenia w internetowym blogowym świecie poprzestawiało kolejność moich postów. Dziś będę słodzić..z kilku powodów o których zaraz napiszę.Tym razem będzie o kulinariach ..(  chyba drugi raz na blogu ;p). Gotowanie i pieczenie nie jest moją pasją, ale nie skromnie powiem,że jak już coś zrobię to palce lizać ;p Tak też jest w przypadku bezy, którą dużo osób uważa za bardzo trudną w wykonaniu. A tu trzeba znać tylko pewne triki,które dziś Wam zdradzę ;) 

Nie tylko beza dobrze mi wychodzi, ale jakoś tak ostatnio często ją robiłam i od razu od konsumujących dostawałam pytania o przepis. Jest też baardzo słodka i kaloryczna i dlatego chciałabym ją zadedykować wszystkim krytykantom spotkania ( ujawniają się licznie na innych blogach , szkoda,że nie tu ), które ostatnio organizowałam z Beatą i Ludmiła. Żal i zazdrość tak Wam pupki ściska, że Chodakowska Wam nie potrzebna i bezę możecie całą zjeść bez uszczerbku dla siedziska. Ja niestety za każdym razem muszę swoje z tą panią wypocić ;) a że lubię bezę, to nie ma zmiłuj ;) 



Tym, którym kalorie nie straszne polecam zaopatrzyć się w :

beza :

* jaja
*drobny cukier do wypieków ( ostatecznie może być normalny ;) )
*ocet

*kwaśne owoce ( maliny, jagody, porzeczki, borówki..)

krem :

* śmietana 30%
* ser mascarpone
* cukier puder


Zanim zaczniemy kręcić bezę, nastawiamy piekarnik na  180C i dopiero wtedy bierzemy się do ubijania białek. Ja zazwyczaj robię ją z 2 części i na każdą  zużywam 4-5 jaj.  Ubijając białka pamiętajmy, żeby pojemnik był suchy i żeby nie wpadła nawet odrobina żółtka do białek. Inaczej się nie ubiją. Gdy piana z białek będzie sztywna i z michy nie wyleci ;) dodajemy stopniowo cukier.  Ja na 5 jaj dodaję prawie 300gr ( duża popularna szklanka z Ikea ;p ) Niestety, to duża ilość cukru stawia bezę do pionu.  Na koniec ubijania,gdy piana się pięknie szkli  dodajemy łyżkę octu (to on odpowiada za ciągnięcie się bezy w środku).  Wykładamy masę na papier do pieczenia i wstawiamy do piekarnika na 1 godzinę. Zmniejszamy od razu  temperaturę na 150C.  Po godzinie wyłączamy piekarnik i zostawiamy bezę aż przestygnie . Jeśli chcecie zrobić tylko jednowarstwową ułóżcie masę tak, by po bokach było jej więcej i tworzyła "miskę". Wtedy włożycie do środka krem. Ja wolę z 2 warstw. Każdą piekę oddzielnie. Trochę bardziej pracochłonna wersja.  

Krem robię zaraz przed podaniem bezy. Ubijam dobrze schłodzoną śmietanę ( duże opakowanie około 400 ml) na sztywny krem. Dodaję  2 duże łyżki cukru pudru ( nie więcej bo beza jest już maksymalnie słodka). Po wymieszaniu z cukrem dodaję 500 gr sera mascarpone i mieszam aż powstanie gładki krem.  
Jeśli zrobicie bezę "miskę" krem nakładacie do środka ( posypując owocami) . Jeśli z dwóch warstw krem układamy po między dodając na jego wierzch wcześniej przygotowane i umyte owoce. Ja jeszcze sypię owocami na wierzchu, żeby beza kusiła jeszcze bardziej.  Moim odkryciem do bezy po spotkaniu Bloggers Photo Meeting są czerwone porzeczki!  Beza z nimi jest obłędna :D 


Beza ze spotkania BPM. Wersja 2 warstwowa z porzeczkami łącznie z 12 jaj ;) ( cała patera) .. nic nie zostało przyniesione z plaży do domu ;)


Wersja "miseczkowa" :) z borówkami. Z 5 jaj. też nic nie zostało na dzień następny ;) 



Jak widzicie beza trudna w przygotowaniu nie jest. Trikiem jest ustawienie piekarnika najpierw na 180 C a przy wkładaniu bezy na 150 C  i nie żałowaniu cukru.  Beza to rozpusta.. i tyle! :) Nigdy nie zdarzyło mi się ,żeby beza z tego przepisu mi nie wyszła.Nawet w "obcym" piekarniku ;) Więc i Wam też powinna wyjść :) 
Ja robiąc bezę często robię też tiramisu, bo szkoda mi żółtek , które zostają. A moje tiramisu jest bez białek ( jak w większości przepisów ) i też jest obłędne ( sorry, wyjątkowo dziś skromna nie będę ;) ) 

Jeśli, ktoś uważa,że tej bezy jest tu za dużo, albo jest za słodka.. albo w ogóle nie taka, a przepis od czapy.. to proszę mi napisać to tutaj w moją internetowo-blogową twarz.. a nie na innych blogach :D Taka krytyka w pierwszym momencie szokuje, a potem daje moc działania :D  A moc mi jest potrzebna.. bo chyba będę organizować więcej  spotkań blogerskich ;) a co!  :D I obiecuje że nigdy więcej nie odniosę się do żadnego krytykanta lub hejtera na moim blogu. Szkoda mi mojego cennego czasu :D  
Wszystkim bez wyjątku, którzy pokuszą się  o zrobienie bezy z mojego przepisu życzę smacznego i żeby w mięśnie poszło! :D 

Iza