2016-04-28

Livingspace - lampy i cała reszta

Szykując ten post, zajrzałam w dość przepastne archiwum bloga. Szukałam ostatniego wpisu, gdzie pokazywałabym nasz livingspace, w większej perspektywie niż np kawałek stołu. Okazało się, że taki czyn popełniłam ostatnio półtora roku temu. Ciut wstyd dla blogerki  homestylowej ;). Tłumaczy mnie tylko to, że działy się inne rzeczy i na tą część mieszkania zabrakło czasu. Przynajmniej na prezentację na blogu. Bo tak na prawdę cały czas coś zmieniam. Czasami większe czasami mniejsze rzeczy. Może niektórzy pamiętają jeszcze białą kanapę ? To tak już od 1,5 roku jest szary narożnik, który też czeka aż się do niego dobiorę ;) Latem zmieniłam komodę. Choć poprzednią lubiłam bardzo ( teraz jest u mamy), to jednak drzwi zamiast szuflad były mało praktyczne w miejscu, którym stała. Często wyjmowanie czegoś z niższych półek było możliwe tylko dzięki znajomości jogi ( np. pies z głową w dół ;) ) . Teraz stoi jedna z tańszych komód z IKEA, którą mogłam sobie dopasować kolorystycznie do wnętrza. Nawet gałek nie zmieniałam. Farba zrobiła swoje. 
Zmieniłam też trochę w części kuchennej, ale o tym już innym razem. Dziś pokażę Wam małą zmianę, choć dla mnie znaczącą. Zanim jednak o niej, uraczę Was dużą dawką zdjęć "przed" -próbuje jakoś nadrobić ten niebyt blogowy livingspace ;) 



Przemalowałam też krzesła. Zniknęło czerwone ( choć nie na zawsze ) i pojawiły się dwa odcienie niebieskiego ( ten najciemniejszy już był) . Zdjęć z tej perspektywy unikam. Ta wielka czarna dziura ( czytaj -> telewizor) to mój największy kompromis w domu.  Jak jednak odmówić komuś, kto nigdy w życiu telewizora nie miał ( na Kubie to luksus) i wierzy, że jestem najlepsza i wygram wszystkie konkursy ( TV wygrałam w konkursie foto NG )   ??!! Estetycznie cierpię i od kilku lat zbieram się, żeby mu ( TV) choć białą ramkę dorobić. Ten projekt doczeka się realizacji. Mam nadzieję, jeszcze w tym roku. Za to mój mąż szczęśliwy :)














Tak jak wyżej było do ostatniej niedzieli :D Co zmieniłam?  Lampy sufitowe. Chodziło to za mną od kilku miesięcy.  W końcu się zdecydowałam. Pojechałam do IKEA i okazało się, że koszy które chciałam przerobić na lampy, nie ma. Kupiłam tylko kable z nadzieją, że kosze lada moment się pojawią. Nie pojawiały się miesiącami. Były dostępne tylko w jednym sklepie w Łodzi, a tam na pewno bym nie pojechała. W miedzy czasie były zimowe wyprzedaże i w sklepach internetowych znalazłam inne kosze, które byłyby super gdyby miały mniejsze gabaryty. 2 tygodnie temu przez przypadek znalazłam w końcu, to co chciałam. Kupiłam cała szczęśliwa. Zajrzałam jeszcze na stronę IKEA, żeby porównać rozmiary. Wtedy okazało się, że  kosze wróciły do sklepów..ha ha ha.. kocham takie sytuacje ;) Nie żałuję jednak wyboru. Te są piękne :D ( no przynajmniej mnie się podobają) . Mój syn wrócił od babci , zerknął na lampy i poważnym głosem zapytał : Co to za lampa ?  Na co ja: Nowa, tata założył dziś. Podoba Ci się ?  Na co syn zwięźle : nie.  No i to byłoby tyle w temacie ;)  


O co tyle szumu?  A no o to :  Set z cyklu : znajdź różnicę  ;) 


A livingroom z dwoma lampami prezentuje się tak : 






Bardzo lubię moje wnętrze po tej zmianie. Lampy nadały mu przytulności. Dodatkowo przewiesiliśmy lekko lampę nad stołem, tak żeby wisiała idealnie nad nim.  W trakcie wyznaczania punktów świetlnych przed przeprowadzką do mieszkania, nie miałam w planie komody między sofą i stołem. Dostawienie jej spowodowało przesunięcie stołu i lampa wisiała ciut z boku. Nie przeszkadzało mi to bardzo przy oświetleniu typu żyrandol. Jednak przy bardziej punktowym (w przypadku kosza), to już miało znaczenie. Przy dobrych żarówkach, salon też nie stracił na takim oświetleniu ( nagle z 12 żarówek zrobiły się 2 ). 









Coraz bardziej lubię mój dom ( jeśli da się bardziej ;p) Jeśli uda mi się wprowadzić jeszcze..hmm...  5 planowanych zmian, albo 6   to mnie będziecie na siłę z niego wyciągać ;) Przynajmniej zimą. 
Ciekawa jestem jak Wam się podoba zmiana i livingroom w aktualnej odsłonie ? 
Części kuchennej poświęcę kolejny wpis.  Tam zmieniłam również parę rzeczy  i z jednej nie jestem do końca zadowolona. 
ps. żyrandoli nie sprzedaję. Mają już swoje nowe miejsce. Zostają w rodzinie ;)  


Iza 

2016-04-19

METAMORFOZA KOMODY W KREDENS - ETAP I

Dawno, nawet bardzo dawno, nie było na blogu zdjęć, z tej części sypialni, gdzie łóżka nie ma. Z kilku powodów. Głównym był ten, że ciągle coś zmieniałam i do końca zadowolona nie byłam. Lub też prace były w połowie. Pomyślałam jednak, że tym razem pokażę coś co nie jest skończone. Skoro stoi już 4 miesiące i nabiera mocy, to mogę Wam pokazać jeden z etapów.  Co się zmieniło ?  Ci, którzy są ze mną od niedawna, prawdopodobnie nie mają pojęcia. Są tacy, którzy są ze mną już długo więc od razu zauważą zmianę. Moja dość stara już ( bo ma około 10 lat ;p) komoda, przeszła kolejną metamorfozę. Tym razem stała się kredensem z nadstawką :D Pomysł na tą realizację miałam odkąd się wprowadziliśmy do naszego mieszkania. Na realizację ( tą częściową) czekał 4 lata! 
Jeśli pamiętacie, komoda nie wyglądała na początku, tak jak na zdjęciach. Przeszła zmiany, które pokazałam TU ( malowanie i tapetowanie). Dobrze jej tak było przez 3 lata. W grudniu zeszłego roku dostała kolejne piętro. Projekt nastawki jest mój. Wykonałam go wspólnie z mężem. Deski zakupiłam w markecie budowlanym. Plecy  kredensu są elementem  recyklingu sentymentalnego. Dlaczego ? Jest to boazeria zerwana z mojego pokoju w domu rodzinnym. Patrzyłam na nią  przez wiele wiele lat. Mama chciała zrobić tam remont, więc wykorzystałam moment. O wiele łatwiej byłoby kupić nową ( dużo mniej pracy z czyszczeniem i kryciem gruntem, żeby nie wychodziły żółte plamy). Jednak cieszę się, że trochę mojej młodości ;) jest ze mną w moim własnym domu :)  

Chciałam bardzo pokazać Wam etapami jak powstawała nadstawka. Niestety w ferworze mini remontu, który w tym czasie wykonywaliśmy, jedna z kart ze zdjęciami mi zaginęła :(  Mam tylko efekt finalny.  Jeśli jednak macie pytania co do wykonania, postaram się Wam na nie odpowiedzieć. 



Patrząc na to zdjęcie, możecie zapytać, dlaczego to jest etap I metamorfozy. Wygląda na skończoną. Przez te 4 lata kiedy projekt czekał na realizację miałam w głowie kilka wersji. Z drzwiami i bez. Z drzwiami oszklonymi, zabudowanymi całkowicie lub też tylko z siatką kurnikową.  W grudniu zabrakło nam czasu na wykonanie drzwi. Pomyślałam, że to nie jest takie złe rozwiązanie. Nacieszę się taką opcją. Napatrzę i będę wiedziała, czy na prawdę te drzwi mi są potrzebne. A jeśli tak, to jakie. Po 4 miesiącach już wiem. Drzwi będą. Nie napiszę, którą wersję wybrałam. Zobaczycie dopiero w kolejnym wpisie w tym temacie. Co więcej. Sama komoda ( czyli dół kredensu) też się zmieni. W sumie, to już się zmieniła w ostatni weekend. :D



Wąskie kadry w tym poście nie są przypadkowe. Obok komody jest kolejny temat na blogowy wpis:). Również hand made :)  Będę dawkować emocje ;). Nie wiem czy Wam, ale sobie na pewno. Ciekawa jestem co sądzicie o zmianach, których ostatnio dokonałam u nas w domu :) 



Mój dom, to mój poligon doświadczalny. Nie lubię niszczyć przedmiotów, ale nie boję się eksperymentować. Jeśli coś zepsuję, wiem że naprawię. Komoda aktualnie zyskała zupełnie nowy wygląd. Jednak nie jestem pewna, czy długo się nim nacieszy ;) . W sypialni mam jeszcze jeden eksperyment meblowy. Ten jednak będzie miał krótszy żywot niż myślałam. Zanim jednak go zdemontuję, pokażę Wam co zmajstrowałam. Może mnie przekonacie, że jednak tam pasuje ?  ;) 



Dla przypomnienia przed i po ( w a w sumie w trakcie ;P ) 

Dziękuję tym, którzy mają czas i ochotę zostawić tu po sobie ślad. Brak czasu i zapracowanie, odrobinę mnie demotywuje do dalszego blogowania. Wasze komentarze, są cennym źródłem dobrej energii i chęci dalszego tworzenia tego miejsca :) 


Iza 


2016-04-12

BIAŁA SYPIALNIA WERSJA NR 10


Chwilę Wam dałam odpocząć od serii z białą sypialnią. Nie chciałam Was zanudzić. Przyszedł już jednak czas, na kolejną odsłonę. Tym razem nie jest to efekt końcowy, żadnego DIY. Nie są to też zmiany na stałe w mojej sypialni. Wykorzystałam fakt, że zakupiłam parę drobiazgów do domu mojej mamy w Starachowicach i jeszcze przebywają u mnie w domu, zanim trafią do miejsca docelowego. Tych rzeczy o których wspomniałam jest na prawdę niewiele.  Pokazuje to jak mało trzeba, żeby zmienić całkowicie sypialnię :)  Tym razem kolorystyka, którą bardzo dobrze znacie z sypialni w Starachowicach po metamorfozie . Złagodzona jednak nieobecnością mocnego amarantu i dodatkami naturalnymi ( jasne drewno, papier pakowy).  



Na zagłówku umocowałam tkaninę, która czeka aż uszyję z niej pokrowce na poduchy na narożnik w Starachowicach .  


Narzuta i pościel zostały upolowane na przecenach w Ikea. Tak samo poducha ze złotym nadrukiem, tyle, że w H&M home. Różowe poduchy szyłam kiedyś do sesji zdjęciowej. 



Złoty budzik i koszyk to też zakupy dla mamy. 



W ramki wstawiłam kolorowe kartki do scrapbookingu . 










Tak sypialnia prezentuje się w słodkim i mocno kobiecym wydaniu. Oczywiście, można byłoby ją zrobić lepiej , bardziej dopracować. Ja miałam na to niewiele czasu i tylko kilka gadżetów. Mam jednak nadzieję, że Was zainspirowałam do doświadczeń na własnych wnętrzach ;) 


Iza 

2016-04-05

jeansowa osłonka na doniczkę -DIY

Jeans od dłuższego czasu mnie nie opuszcza. I nie mówię tu tylko o garderobie ( bo par jeansów mam kilka, kilka koszul i kurtka też się znajdzie a nawet spódnica ;) ). Myślę tym razem o wnętrzach mojego mieszkania. Złapałam się nawet na tym,że w moim zeszycie ilość projektów z jeansem jest chyba zbyt duża. Jeśli je wszystkie zrealizuje, moje wnętrza będą co najmniej zabawne, jeśli nie kuriozalne ;) Dlatego mocno tą listę przerzedziłam. Wybrałam jeden duży projekt i kilka mniejszych. Jak na razie  miałam czas zrealizować ten najmniejszy z pomysłów :)  Tym samym wróciłam do postów  z małym i szybkim DIY na moim blogu :) Cieszycie się ? ;)

Nie jest to mój autorski projekt ( ehh jaka szkoda, bo prosty a piękny). W zeszłym roku przekopując instargam, gdy kolejną godzinę czekałam, aż mój syn łaskawie uśnie, a ja będę mogła się wymknąć z jego pokoju, znalazłam inspirujący profil i tam jedno zdjęcie. Gdy je zobaczyłam, westchnęłam "jakie to piękne".. i zaraz pomyślałam : "muszę to zrobić!" :D  Od inspiracji do realizacji upłynęło trochę czasu. Głównym powodem były dość pracowite 3 ostatnie miesiące na etacie. W tygodniu miałam czas na uśpienie syna i zaraz siebie, a weekendy nadrabiałam tylko to co konieczne. Myślę,że teraz będzie lepiej i posty też częściej będą się pojawiać :)
Możliwe też, że jeszcze chwilę  projekt czekałby na realizację, ale w sobotę zajęłam się moimi sukulentami, które tę zimę wyjątkowo marnie przeszły. To ma też dobre strony, bo zaczęłam się bawić w ich rozmnażanie. Jeśli tylko coś z tego wyjdzie, to się z Wami podzielę doświadczeniem  na blogu. W niedzielny ranek postanowiłam kontynuować wiosenne metamorfozy moich roślin i zaraz po wypitej kawie, jeszcze bez śniadania wzięłam się za projekt.  Chciałam go skończyć zanim wielki głód mnie dopadnie, dlatego z założenia miało być szybko łatwo i efektownie ;)

Tak właśnie powstała osłonka na donicę z moich starych jeansów. ( ulubionych , znoszonych i dlatego żal mi było ich wyrzucać jak się przetarły na pupie ;p ) .

Nie jest potrzebna maszyna do szycia :)  wystarczą nożyczki, duża igła i kordonek ( lub inna mocna nić) i 10 min wolnego czasu ( no może 15 ;p )
Dobrze jest uszyć osłonkę na doniczkę zanim posadzicie w niej kwiatka, lub posiadanie dwóch takich samych ( w tym jednej nie zagospodarowanej).

Jeśli zajrzeliście na profil instagramowy,  o którym wspominałam wyżej, wiecie dlaczego wykorzystuje spodnie do osłonki, a nie kawałek tkaniny jeansowej kupionej w sklepie. Cała magia tej osłonki jest nie tylko w rodzaju tkaniny, a także w szlufkach, pasku czy ( jak w przypadku tej, którą ja zrobiłam) oryginalnych guzikach.






Ja do mojego projektu wykorzystałam osłonkę ze znanego wszystkim szwedzkiego sklepu ( średnica 12 cm) i spodnie  rozmiar... 40 ;)  Włożyłam donicę (wraz z podstawką) do spodni i dopasowałam do niej obwód. Docięłam spodnie na szerokość ( u mnie wyszło,że jest to połowa spodni) i na długość (z zapasem) .



Pierwszą opcją było odprucie lub odcięcie suwaka i ładne zszycie boków, ale brzuch dawał już pierwsze oznaki głodu ;p . Doszłam do wniosku, że jednak ten suwak to może zostać, bo całkiem fajnie wygląda ;) a ja tak doszyję do niego drugą część osłonki, że wierzchnia część rozporka zakryje szew ;)



Odcięty kawałek jeansów jeszcze raz umocowałam na doniczce i spięłam szpilkami, dopasowując dokładnie  górną część osłonki. Potem zdjęłam i najprostszym na świecie szwem (fastrygowym)  zszyłam razem ( tak do momentu, gdzie kończył się suwak). 


Nie odcinałam jeszcze kordonka z igłą. Na to przyjdzie czas ;) . Częściowo zszytą osłonkę założyłam z powrotem na donicę. 

Szpilką spięłam razem dwie warstwy jeansu, zaraz pod doniczką ( razem z podstawką ). Tak wyznaczyłam długość. Nadmiar ucięłam.


Dokończyłam zszywać razem boki osłonki i nie przecinając nitki zszyłam tym samym ściegiem dół. 




Po wywinięciu osłonki na drugą stronę i umieszczeniu w niej doniczki , całość wygląda śmiesznie ;) Ale to nie koniec. Nie zostawimy takich ciapciaków po bokach ;)


Wywinęłam "jeansy" na lewą stronę. Umieściłam w nich tylko podstawkę, tak aby stała dokładnie po środku. Teraz pewnie te z Was, które szyją, pomyślą : ciachnie ciapciaki i zszyje po bokach ;) Miał być to jednak szybki projekt, a mój brzuch, krzyczał już w tym momencie : "jeść, chcę jeść!" ;) Dlatego rogi podniosłam do góry i przyszyłam do boków. Dużo tam warstw jeansu przy pasku, więc szycia po drugiej stronie nie było widać. 


Projekt gotowy. Wystarczyło wywrócić wszystko na prawą stronę, dobrze ułożyć zagięcia w środku i włożyć doniczkę. Jeśli nadal na Was nie robi wrażenia taka osłonka,  to może zmienicie zdanie jak zobaczycie w niej kaktusa ? ;D  


Mój kaktus dostał swoje jeansy i nosi je z dumą ;) Wygląda pięknie i nie mogę się na niego napatrzeć. Mam ochotę na taką stylówę dla kilku jeszcze innych kwiatków. Boję się jednak, że przesadzę, więc postawiłam sobie granicę do 2 osłonek ;) Poza tym została mi tylko połowa starych jeansów ;)  Mężowi i synowi żadnych nie zabiorę na ubrania dla kwiatków ;) Swoich nie oddam (jeśli nie są podarte w miejscach strategicznych). Chyba trzeba się przejść do jakiegoś lumpeksu ;p  




Jak widzicie, nie trzeba mieć maszyny ani wielkich umiejętności krawieckich ;) . Mam nadzieję,że zachęciłam Was do takich szybkich metamorfoz waszych roślin :D
Ps. Nie biorę odpowiedzialności za znikające jeansy z szaf waszych członków rodzin ;p

W przyszłym tygodniu post meblarski i ciut więcej czerwieni na zdjęciach niż ostatnio :)


Iza