2016-08-30

SUKULENTY ROZMNAŻANIE- DIY

Ten post powstawał najdłużej w historii całego bloga, bo aż 5 miesięcy.  Jest też wynikiem mojego fiaska w utrzymaniu sukulentów przy życiu. Możemy więc uznać, że jest to post z serii jak porażkę przekłuć w sukces ;) Taki motywacyjny trochę ;).  Możliwe, że pamiętacie mój post z zeszłego roku o balkonie (wkrótce ukaże się tego roczna odsłona).  Balkon tonął w roślinach sukulentowych, ponieważ tylko one są wstanie na nim przetrwać. Powody są dwa. Latem na balkonie (oszklonym) mam klimat prawie pustynny. Wtedy też dużo czasu spędzamy ( szczególnie od 2 lat, od kiedy remontujemy Starachowice ) poza domem. Sukulenty są w stanie przetrwać dłuższe okresy suszy. Chyba nawet lepiej niż potopy ;) 


Jak nie chce się Wam zaglądać pod link z balkonem, to poniżej dwa kadry z zeszłego roku z częścią sukulentów z mojej kolekcji datowanej na 31.08.2015 ;)

succulent propagation

succulent propagation


A jednak. Rośliny dla mało ogarniętych w ogrodnictwie ( patrz -> ja) okazały się bardziej wymagające niż sądziłam. Część z nich padła nieodwracalnie.  Część z nich zaczęła gubić liście i dziwnie wyglądać ( patrz zdjęcie niżej). Aby nie wytrzebić całego stada, postanowiłam przeszukać google w tym temacie. Niekoniecznie znalazłam rozwiązanie mojego problemu (czyli jak nie uśmiercać), za to znalazłam podpowiedź jak przywrócić do życia w formie zmultiplikowanej ;) 


succulent propagation


Pierwszy etap rozmnażania mam niestety tylko na instagramowych fotach (ten set powyżej). Jak widzicie jeden z moich sukulentów (eszeweria) przybrał formę choinki  i to takiej rachitycznej z lekka. Zgodne ze wskazówkami wujka google odcięłam czubek, pourywałam listki ( duża część odpadła bez mojej fizycznej ingerencji ;p ) i zostawiłam samą łodygę w ziemi. Brzmi ciut okrutnie. Cóż, albo to, albo powolna śmierć. Wybrałam mniejsze zło, a można powiedzieć, że nawet dobro. Bo z tego jednego okazu może wyrosnąć nawet kilkanaście nowych ;). Jak ?  Kolejny etapem jest zostawienie wyrwanych liści na tydzień bądź dwa ( ja zostawiłam na dwa tygodnie) na podsuszenie. Ułożyłam je obok siebie w metalowym pojemniku i zostawiałam na parapecie. Odcięty czubek wstawiłam do pojemnika z małą ilością wody ( tak żeby trochę zakrywało końcówkę rośliny) w celu wyhodowania jej korzeni. Zbyt duża ilość wody w pojemniku może powodować gnicie łodygi.  Pozostawiona łodygę w ziemi, potraktowałam po macoszemu. Spryskiwałam tylko wodą raz na parę dni.  


succulent propagation


Na początku kwietnia ( konkretnie 02 kwietnia) podsuszone liście ułożyłam w pojemniku napełnionym ( na około 1cm ) ziemią do kaktusów. Część z nich już wypuściła małe korzenie. Jeśli wybierzecie ładny pojemnik i ciekawie ułożycie liście, takie rozmnażanie  może stać się elementem prawie dekoracyjnym ;). Na instagramie możecie znaleźć od groma profili z pięknymi mandalami ułożonymi z liści do rozmnażania sukulentów. 

succulent propagation

succulent propagation

Mnie może pięknie nie wyszło, ale też nie straszyło ;). Co robić po ułożeniu liści ? W sumie to czekać, czekać i jeszcze raz czekać, aż coś z tego wyrośnie. W między czasie,tak co drugi dzień , spryskiwać wodą. Ja początkowo spryskiwałam codziennie, po dwóch miesiącach co drugi dzień (głównie w lenistwa ;p). 

succulent propagation

Co w między czasie działo się z pozostałymi częściami eszewerii? Czubek puścił korzenie (w sumie to dwa czubki, bo kolejna roślina mi się zbuntowała i musiałam rozłożyć ją na części), a korzeń wypuścił nową roślinkę ( i to dość szybko).  Wszystko wsadziłam razem do ziemi. Nieukorzenioną roślinkę z łodygi (w ramach eksperymentu) również. Nie przeżyła. Nie róbcie tak ;) 


Pisałam już, że rozmnażanie sukulentów to zajęcie dla cierpliwych ? Po dwóch miesiącach (04.06.2016), liście wypuściły w końcu małe roślinki. Takie mikro bardzo, ale cieszyły przeogromnie. Musicie się liczyć jednak z tym, że nie wszystkie liście obrodzą. Część z nich zgnije, część z nich  wypuści przeogromne korzenie i nawet jednego dodatkowego listka. Dlaczego tak się dzieje, nie mam pojęcia. Wiem tylko, że dzieje się tak chyba u wszystkich, którzy rozmnażają z liści i nie jest to wynikiem naszego błędu, ale świadomego wyboru liścia o rodzicielstwie ;p 

succulent propagation


Uważajcie, bo te małe listki to małe zgrywusy. Lubią sobie pożartować. Po dwóch miesiącach robiłam czystkę w liściach. Miałam wyrzucić te, które nie wypuściły małych roślinek. Okazało się, że niektóre wypuściły, ale do dołu. Prosto w ziemię ( pokazywałam to tutaj na filmie) 

succulents propagation

Po kolejnym 1,5 miesiąca czekania i spryskiwania  małe baby succulent wyglądały jak niżej. Część z nich od początku rosło w formie rachitycznej choinki. Niestety w dniu przesadzania rozsypały mi się w rękach na części :(  

succulents propagation

succulent propagation

Jak widzicie na obrazku wyżej, liście z czasem z pięknych jędrnych i zielonych robią się suche, brzydkie i brązowe. To bardzo pożądana zmiana.  Odwrotnie niż u ludzi ;) Z czasem gdy nowa roślinka wyssie z nich wszystkie soki, odpadną a my będziemy mieć nowe sukulenty. W mojej hodowli proces ten odbywał się bardzo nie równomiernie. Po 4 miesiącach (!)  kilka listków odpadło już samych, kiedy inne miały się jeszcze całkiem nieźle. 

succulent propagation

W połowie sierpnia hodowla była już mocno przerzedzona ( w stosunku do początku jej istnienia) , ale całkiem niezłej jakości ;) 

succulents propagation

W  ostatni weekend znalazłam w końcu czas, aby przesadzić maluchy do normalnej doniczki. Część z liści odpadło samych, gdy tylko wyjęłam rośliny z pojemnika.

succulent propagation

Część niestety odpadło z korzeniami zostawiają nowe rośliny bez bazy korzeniowej. Część liści ani myślało odseparowywać się od malucha. Te eksperymentalnie skróciłam sekatorem, tak żeby zmieściły się do mini doniczki. Co z tego wyniknie opowiem Wam za kilka miesięcy (a może wcześniej, jak nie przeżyją :p).


succulents propagation

Do nowych mini doniczek wsypałam drenaż i uzupełniłam ziemią do kaktusów (bardziej przepuszcza wodę, niż uniwersalna). 

succulents propagation

Do każdej z doniczek wsadziłam (nie za głęboko) kilka małych sadzonek. Na koniec spryskałam wodą. I myślę, że dopóki są one takie malutkie, ograniczę się do spryskiwania co drugi dzień wodą, bez tradycyjnego podlewania. 

succulents propagation

Tak maluchy wyglądają od 3 dni. Trzymajcie kciuki, żebym za parę miesięcy mogła Wam pokazać jak urosły :)  

succulent propagation

Jak widzicie, choć rozmnażanie sukulentów trwa dość długo, to tak na prawdę nie pochłania naszego czasu. Czy będę jeszcze rozmnażać te rośliny ?  Jeśli będą padać mi kolejne kwiaty z mojej kolekcji, to na pewno. Nie będę jednak kupować nowych, żeby pourywać im liście i tworzyć nowe sukulentowe dzidziusie ;). Kwiatom w sklepach też liści podkradać nie będę i Was też do tego nie zachęcam ;).  To co tu opisałam, jest oparte na moich doświadczeniach i nie poparte wiedzą naukową zdobytą na akademiach itp. Korzystajcie z tego na własne ryzyko ;) lub poczekajcie, aż dam Wam znać za parę miesięcy, że maleństwa przeżyły i mają się dobrze :) 

Jeśli macie coś do dodania w kwestii rozmnażania tych roślin, z chęcią się dowiem, piszcie w komentarzach. Jeśli uważacie, że post może się komuś przydać. Nie krępujcie się i udostępniajcie ;) 

ściskam 
Iza 


2016-08-23

PROJEKT STARACHOWICE- ŁÓŻKO- ZRÓB TO SAM (DIY)


Gdy w lipcu pokazałam Wam ścianę ombre, w letnim pokoju w Starachowicach, nie myślałam, że zdobędzie aż taka popularność. Miło mi przeogromnie, że efekty mojego załamania nerwowego przyniosły jednak pozytywny odzew  ;)  Przy okazji pytaliście się również o łóżko, które pojawiło się na zdjęciach. I jak to często u mnie bywa, był to kolejny projekt DIY.  Z założenia letni pokój gościnny w domu mojej mamy miał być robiony "po kosztach".  Dodatkowo dostałam też "wolną rękę" od mamy, przy urządzaniu tego pomieszczenia. To znaczy, że mogłam brać pod uwagę tylko to co mnie się podoba. Dzięki temu miałam pole do eksperymentów i nie mogłam z tego nie skorzystać ;) Poszłam w klimaty, które mi się podobają, ale bałam się, że na co dzień w domu mi długo z nimi nie wytrzymam :). Zobaczymy jak szybko znudzą mi się w pokoju letnim w Starachowicach.  

Wiadomo, w sypialni ( a taką główną funkcję ma pokój letni) wszystko kręci się wokół łóżka. Jest ono też jednym z droższych elementów wyposażenia. Wykorzystaliśmy jednak z moim mężem fakt, że nie boimy się nowych wyzwań oraz to, że całkiem sporo długich dech przeleżakowało kilkadziesiąt lat pod sufitem garażu. Część tych dech mogliście oglądać już w akcji TUTAJ. Robiły one bowiem za blat stołu w leśnej kolacji. Dzięki temu mieliśmy stół długi na około 5 metrów ! 

Wracając do łózka, bo o nim dziś jest post :)  Wymyśliłam sobie prostą ramę bez bajerów. To był pierwszy tak duży mebel do wykonania przez mojego męża, więc zaczęliśmy od czegoś bez fajerwerków ;). Oczywiście taka konstrukcja ma swoje wady, bo np przestrzeń pod łóżkiem jest kompletnie nie wykorzystana. Gdy łóżko było robione, nie przeszkadzało mi to. W końcu to jest pokój w którym  przebywa się tylko latem. Nie ma potrzeby dużej ilości schowków itp.  Dziś stwierdzam, że może jednak przydałoby się jakoś tą pustą przestrzeń w środku wykorzystać. Tak więc,  zanim  pokażę  Wam zdjęcia z budowy, ostrzegam, że projekt w wolnym czasie (moim i mojego męża) przejdzie małą metamorfozę. Nie skomplikowaną ( tak zakładam), ale znaczącą.


wood bed DIY

Deski, zanim zostały przycięte, oddaliśmy do stolarza, który je nam wyheblował i oczyścił. To, plus śruby, to jedyny koszt jaki ponieśliśmy przy budowie ramy łóżka. Pan Y składał je już w pokoju. Nie było potem problemów z wniesieniem łóżka do środka. A jest ono dość duże, bo przygotowane na materac o wymiarach  160 cm x 200 cm. Ponieważ większość mojego życia gniotłam się na wąskich łóżkach, mam na ich punkcie fobię. Jeśli tylko mogę wybrać szersze łóżko , na pewno to zrobię. Tu spokojnie mogłam sobie na to pozwolić. 

wood bed diy

Nie mam niestety zdjęć krok po korku, bo w czasie gdy pan Y budował łóżko, ja ogarniałam  resztę przybytku. W tym roku Starachowice przeżyły kilka najazdów gości ;) . Mojemu mężowi budowa ramy szła tak sprawnie, że cieszę się, że udało mi się zrobić choć kilka zdjęć, zanim skończył całość :)  Mam nadzieję, że te kilka zdjęć poglądowych pomoże Wam podjąć decyzję o samodzielnej budowie łóżka.  W brew pozorom nie jest to skomplikowane :D Jeśli macie jakieś pytania, piszcie. Odpowiem :) 

wood bed DIY

Na zbudowaną ramę czekał już materac, który wcześniej zakupiłam w promocji ;) Wystarczyło tylko ubrać pościel i  kolejne legowisko w Starachowicach zaczęło swoją działalność ;) 

bedroom, wood bed diy, ombre wall, leather  night table

Łóżko w swej okazałości wygląda jak wyżej. Tak na prawdę, wtedy nie było jeszcze skończone. Zamierzałam wybielić deski. Zastanawiałam się tylko nad metodą. Zajęło mi to miesiąc ;)). Ostatecznie wygrała wersja ekonomiczna ( to główne hasło przyświecające urządzaniu tego wnętrza i mój portfel to hasło cały czas mi skanduje ;p ). Jak wygląda wersja ekonomiczna, napiszę Wam przy kolejnym wpisie o pokoju letnim. 
Z desek,  które powstały z odpadów od łóżka, powstały stoliki nocne, zawieszone na skórzanych paskach.  Zdjęcia sypialni, które pokażę w dzisiejszym poście, powstały na początku lipca. W pokoju było tylko to co znalazło się kadrze. Dość minimalistycznie i bardzo skandynawsko.  W sumie urządzanie, można byłoby na tym zakończyć. Zachwyty słyszałam już na bieżąco od gości ( a nie byle jakich, bo blogerek wnętrzarskich ;p ). Mnie też się podobało, ale stanowczo nie jestem minimalistką. Dlatego to wnętrze będzie gościło na moim blogu jeszcze kilka razy. Bo przez ostatnie półtora miesiąca wpadając do Starachowic na weekendy, ciągle je dopieszczałam ( i nadal nie skończyłam). Użytkując sypialnię, wiem już co jest tam potrzebne, a co nie koniecznie się sprawdzi.  Dlatego nacieszcie oczy tym widokiem, bo taki, pozostał tylko na zdjęciach ;) 

ombre wall, maroccan basket , bedroom

bedroom, wood bed diy, ombre wall, skrzynie po owocach

Dla zainteresowanych. Skrzynki kupiłam na allegro po 6 pln za sztukę. Plusem było to, iż wiedziałam, że każda skrzynka będzie wyglądała podobnie ( tj. tam samo stare drewno w podobnym brązie). 

wood bed diy, lether wood night table ,ombre wall, bedroom

Parapet, to również decha z odzysku. 

wood bed diy, ombre wall, night table, old wood, bedroom

wood bed diy, wieszak, stare drewno , ombre wall

Kolejną deską z odzysku jest deska z wieszakami. Niestety zanim się zorientowałam, resztę dech z tej "serii" mój mąż pociął na kawałki. Od tamtej pory, pyta się czy może jakąś deskę pociąć ;p 

skrzynie po owocach, ombre wall ,wood bed diy

stolik nocny, skóra, drewno, lampka na wysięgniku

W tym pokoju marzyła mi się drewniana podłoga ze zwykłych dech  sosnowych. Niestety fakt, że wchodzi się do niego prosto z podwórka, zniweczył moje plany. Dookoła domu jest też gliniasta czerwona ziemia. I niestety wnosi się ją do pomieszczeń, jak popada deszcz. Musieliśmy zastosować bardziej praktyczne rozwiązanie, ale wydaje mi się, że kafle na podłodze prezentują się całkiem fajnie. 

skrzynie po owocach, świece, ombre wall, wood bed DIY

wood bed DIY , ombre wall , white lamp


skrzynie po owocach, wieszak drewniany, świece

połka, paski skórzane, skrzynie po owocach

wood old wood, skrzynie po owocach

Pokój mieści się w budynku gospodarczym obok domu. Kiedyś był to kurnik, chlewik potem trzymany był węgiel. Zanim pokój powstał, wszystko zostało oczyszczone, wymienilismy okno na większe i szczelne. Na ściany zostały położone kartongipsy. Sufit też został w ten sposób obniżony.  Tego roczne lato pokazało nam, że możemy sobie malować dom na biało a okiennice na niebiesko, ale to jednak nie Santorini. W nocy trzeba się dogrzać. Dlatego będąc przewidującymi, zakupiliśmy najtańszą kozę do ogrzewania. Mogliśmy ją podłączyć, bo w pomieszczeniu obok była kiedyś kuchnia letnia i jest komin :) Taka mała koza może ogrzać pomieszczenie do 20m2. Pokój ma około 16m2 ( więcej niż moja sypialnia!! ehhh ). Sprawdziliśmy, koza daje radę :D 

wood bed DIY

łóżko drewniane DIY ombre wall

Jak Wam się podoba proste łóżko DIY ?  Zrobilibyście ? Bo my planujemy kolejne. Już z fajerwerkami ;) 

Iza 

2016-08-09

BLOGGERS PHOTO MEETING 2- PORTRETY


To już ostatni post z serii Bloggers Photo Meeting 2 . Cieszycie się, co ? ;)  Ale, według mnie, co najlepsze zostawiłam na koniec. Tak jak i w poprzednim roku, drugi dzień warsztatów, to nauka robienia zdjęć portretowych. Moim zdaniem, to najtrudniejsza działka w fotografii. Ja cały czas niezmiennie się jej uczę. Tak naprawdę, jest trochę podstaw  przy robieniu portretów. Jednak, każdy z nas jest inny i do każdego trzeba podejść indywidualnie. I najlepiej sam na sam ;) Tym razem działania były grupowe, a modelka mogła poczuć się jak celebrytka na ściance ;). Każda z uczestniczek była i fotografem i modelką.  Każda mogła poczuć, że ani jedna rola ani druga nie jest łatwa. Obie to ciężka praca.  
Jedną z ciekawszych zasad pozowania jest to, że im bardziej Ci nie wygodnie, im bardziej boli każdy mięsień, tym lepiej wyjdziesz na zdjęciu ;)  Jeśli rozsiądziesz się wygodnie na fotelu, zanurzysz się w niego, gwarantuje Ci, że nie spodobasz się sobie na zdjęciu. Jeśli usiądziesz na brzegu siedziska, wyprostujesz plecy, wyciągniesz szyję i odpowiednio niewygodnie ustawisz się do obiektywu, szanse na ładne zdjęcie rosną ;).  No chyba, że jest bardzo szczupłą i fotogeniczną modelką, wtedy możesz siadać jak chcesz ;p  Ach. No właśnie. Piękna i  fotogeniczna. Wiecie, że to nie zawsze idzie w parze ? Oczywiście każdemu przy odrobinie wysiłku można zrobić olśniewające zdjęcie. Ale są takie osoby, gdzie fotograf na prawdę nie musi się bardzo starać, żeby modelka wyszła pięknie. I to nie zawsze  są Ci, którzy czarują swoją urodą na co dzień. Na mojej drodze stawały osoby, które bardzo  dały mi odczuć tą zasadę. 
Kolejnym doświadczeniem w mojej pracy fotografa jest podejście (szczególnie kobiet) do fotografowania się. Nie pracowałam do tej pory z zawodowymi modelkami. Uczyłam się portretów na przyjaciółkach i koleżankach. Później również robiłam zdjęcia kobietom, nie mającym nic wspólnego z modelingiem. Nie zależnie od urody, słyszałam : ja nie lubię robić sobie zdjęć, bo źle na nich wychodzę.  To nauczyło mnie też odpowiedniego podejścia do modelki i stwarzania dobrej atmosfery podczas sesji. I nie ma nic dla mnie wartościowszego po skończonych zdjęciach, jak pozytywna opinia portretowanej osoby, która podoba się sobie na zdjęciu. Nie zawsze jednak sesja kończy się sukcesem. My kobiety mamy w wielu przypadkach  bardzo dużo samokrytycyzmu w stosunku do siebie. Choć nigdy nie oddaję zdjęć, na których moim zdaniem, modelka wyszła, źle, to nie zawsze słyszę zadowolenie. Rozumiem. Sama też jestem krytyczna w stosunku do siebie. Choć z wiekiem i doświadczeniem łagodnieję w samoocenie ;) 

Zastanawiacie, się po co Wam to wszystko piszę ?  Bo uważam, że dziewczyny ( może nie wszystkie), ale musiały się otworzyć i przełamać swojej bariery, żeby pozować do zdjęć. I to tylu osobom na raz. Doceniam to  i cieszę się, że zgodziły się na publikacje ich portretów. Nie tylko mnie, ale i innym uczestniczkom warsztatów. Oczywiście w trakcie rozmów, wyszło, że każda ma jakiś kompleks. Ale nie ma to jak terapia grupowa. Kompleksy zostały zakrzyczane, przez komplementy, a zdjęcia, mam nadzieję, dopełniły całości terapii. 

Podsumowując, blogerki wnętrzarskie, mają nie tylko piękne wnętrza, ale i zewnętrza. Nie wierzycie? To spójrzcie niżej :D 

wnetrza zewnetrza portret


pani woźna portert

Marta  Pani Woźna

domekprzylesie blog portret


piatypokoj blog portret









Ola Ozebrze






Małgosia  Dom w Kadrze


i Ja - Iza Colores de mi alma . Zdjęcie wyżej by Kasia Sojka, zdjęcie niżej by Marta Woźna















Zdjęć z backstage -u nie mam dużo, ale i tak pokażę. Poniżej Beata, blenderzy ( Ci co doświetlają blendami) i paparazzi ;) 


Mała przerwa w zdjęciach. Po deszczowym przedpołudniu, dziewczyny grzały się w słonku. Nawet Guzik, nie przegapił takiej okazji :) 



Magda i jej przygotowania do naszego grupowego zdjęcia. 


warsztaty fotograficzne blogerki starachowice


I my. Gotowe do akcji. Aparaty w dłoniach, żeby nie przegapić, żadnego momentu ;)  Niestety nie było już z nami Marty i Ilony. Musiały wcześniej wyjechać. 
Dziewczynom dziękuję za super weekend. Było mi przeogromnie miło Was gościć w Starachowicach. A, gdy widziałam Wasze zmęczone uśmiechy po tych dwóch intensywnych dniach, wiedziałam,że warto było tak długo wszystko przygotowywać razem z Beatą i Martą. 
Wam dziękuję, że dzielnie przetrwaliście wszystkie relacje z Bloggers Photo Meeting ;) Do następnego razu. Kiedy, to jeszcze nie wiem ;)  

Iza