2017-01-25

METAMORFOZA KOMODY W KREDENS - ETAP 2. OSTATNI

To jeden z najdłużej trwających projektów jakie wykonałam. Począwszy od pomysłu do ostatecznej realizacji (5 lat). Więcej pisałam o tym tutaj. Wtedy pokazałam realizację wykonaną tylko częściowo. Od tamtej pory minęło 9 miesięcy. Jakoś tak symbolicznie ;) Po tym znamiennym czasie dziś pokazuję Wam moje ukochane dziecko w pełni ukształtowane. Przywitajcie go na świecie tj na moim blogu i w mojej sypialni ;). Żeby nie było, że ten czas między postami był jakoś specjalnie zaplanowany. Dopiero w trakcie pisania postu policzyłam miesiące. Na samym końcu wpisu zobaczycie, co ta biedna komoda musiała przejść przez ten czas. Na pewno znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że zrobiłam jej kuku. Ja jednak uwielbiam ją w tej wersji. W sumie muszę, bo za dużo czasu i energii poświeciłam jej metamorfozie, żeby mi się teraz nie podobała ;D 
Co się zmieniło od ostatniego wpisu w tym temacie? Z frontów kilku szuflad zniknęła tapeta. Metalowe uchwyty zostały wymienione na skórzane. Pasują dzięki temu do uchwytów przy szufladach łózka. I co najważniejsze, nadstawka zyskała drzwi.  Nad ich formą zastanawiałam się jakiś czas. W pierwszej wizji były one całkowicie zabudowane. Potem stwierdziłam, że będzie za ciężko wizualnie. Kolejną opcją, która wydawała mi się prosta i szybka, były drzwi z siatką kurnikową zamiast szyby. "Prosta i szybka" to dość ważne pojęcia przy tych drzwiach, bo je robiliśmy sami z mężem i pierwszy raz. Z czasem stwierdziłam, że siatka stylowo nie będzie mi pasować do wnętrza, a szyba jednak jest praktyczna i pasująca zawsze. Na zmianę decyzji miał wpływ również (a może przede wszystkim) fakt, że mąż przypomniał sobie, że przecież on ma kolegę, który jest świetnym szklarzem! ;) Kolejna zaletą szklanych drzwi jest to, że jeśli nie będę chciała patrzeć na to co za nimi, mogę zaczepić od wewnątrz, albo kolorową tkaninę, albo papier ozdobny. Jest tyle możliwości!!  
Ostatecznie nadstawka nad komodą nie jest w 100% dziełem naszych rąk, ale już wiem, jak takie szyby można zamocować i następne takie zrobiłabym już sama. Oczywiście pokażę Wam na zdjęciach ten prosty myk. 

Po przydługim wstępie zapraszam Was na przydługą prezentację fotograficzną. Tęskniliście za tym, prawda ? ;)  Ponieważ cała sypialnia już "gra i buczy" kolorystycznie i stylistycznie, nie omieszkałam tego udokumentować fotograficznie i pokazać na blogu. 



Zanim napiszecie komentarz o mojej biblioteczce incognito, spieszę poinformować, że to tylko tak czasowo, aż znajdę siłę i lukę w czasoprzestrzeni na ostemplowanie grzbietów. Wszystko to książki już skonsumowane, a te czekające na konsumpcje, czekają też na okładki w zacisznym i niewidocznym miejscu.




Jak widzicie po czerwieni nie zostało nawet wspomnienie. A ponieważ nic w przyrodzie nie ginie i jednak w bardzo monochromatycznej przestrzeni długo bym nie wytrzymała, na miejsce czerwieni wepchała się zieleń. Na razie w małych akcentach kwiatowych i dekoracyjnych. Ale kto wie, może będzie jej więcej. 


Uchwyty w szufladach początkowo były dla mnie problematyczne. Po poprzednich zostały dwie dziury w bliskiej odległości. Nie miałam ochoty na zabawę szpachlą do drewna. Ostatecznie na ten prosty i genialny sposób wpadł mój mąż. Duży pan Y ;) I powiem Wam, że w użytkowaniu są o wiele wygodniejsze i stabilniejsze niż te klasyczne ( jak przy drzwiach górnych). 

















I przyszła pora na drzwi i myk z szybami. Ja oczyma wyobraźni widziałam szyby zamocowane wewnątrz drewnianej ramy. Okazuje się, że wystarczą specjalne uchwyty i może to zrobić każdy majsterkowicz. Może od wewnątrz nie wygląda to spektakularnie, ale z zewnątrz już tak. I tyle mi wystarczy. 









A jak zamocować drzwi do nadstawki ? Tu już było pod górkę, choć sprawa wydawała się taka oczywista. Wypróbowaliśmy kilka różnych zawiasów wewnętrznych, ale zawsze okazywało się, że drzwi nie otwierają się prawidłowo, lub rama jest za wąska, do zamocowania zawiasów. Ostatecznie zawias wylądował na zewnątrz. A ponieważ jest biały, nie rzuca się w oczy. Za to drzwi otwierają się idealnie. Przy zamykaniu pomaga im stary tradycyjny magnes zamontowany na dolnej półce. 


Gdy komoda przywędrowała z nami do naszego nowego mieszkania wyglądała tak jak na zdjęciu po lewej. A po prawej prezentuje się po wieloletnim liftingu ;) 


A tu wszystkie etapy ;)  



Podsumowując. Akcję "kredens z komody" uważam za zamkniętą. Chyba, że znów mi coś strzeli do głowy. Nie wykluczam. Efekt końcowy jest z lekka niedoskonały, ale dla mnie idealny. Satysfakcja z własnoręcznie wykonanej nadstawki (wraz z mężem ma się rozumieć) - ogromna.  Czy bym to powtórzyła ? Oczywiście i nawet wiem gdzie ;)  Czy polecam innym . Tak :D  

Mam nadzieję, że relacja Wam się podobała. O to czy efekt końcowy się podoba, boję się zapytać, ale jak chcecie to piszcie ;)  A jeśli macie dodatkowe pytania, pytajcie-odpowiem  :) 

Ściskam 
Iza 

19 komentarzy:

  1. Powiedzieć, że efekt końcowy się podoba to mało powiedziane! Komoda jest rewelacyjna!
    Właśnie jestem na etapie prób ułożenia sobie w głowie jak powinien wyglądać nasz salon.. Ciężkie zadanie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny efekt końcowy 😊 chociaż wszystkie wcielenia komody miały coś w sobie ☺ mnie czeka podobna meblowa rewolucja ☺ dwie stare szafki mam nadzieję zamienić w kredens który stanie nietypowo bo na tarasie ☺

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurka! W życiu bym nie pomyślała, że to właśnie ta komoda! Super!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nic tylko wziąć się za robienie mebli :D Super Iza, mam słabość do kredensów, a cała sypialnia jest teraz po prostu cudowna!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie!
    W jaki sposób mocowane są skórzane uchwyty? Dziękuję za podpowiedź ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Iza jestem zachwycona !!! Uwielbiam Twoje pomysły i fotografie !!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Urzekający efekt :) Wielkie brawa!
    Marta :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna! Oczywiście od razu rzuciły mi się w oczy książki - na szczęście zanim dorobimy się półek minie pewnie parę lat więc mogę już zacząć pracować nad mężem, żeby i jemu spodobały się opakowane książki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękny mebel z paroletnią historią i całkowicie wasz . To lubię i do niczego się nie da przyczepić. O uchwytach pomyślałam, że specjalnie zmieniliście mocowanie dla wygody. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Iza całość genialna naprawdę...mnóstwo pracy, spektakularny efekt. Tyle zdjęć a mimo wszystko czuję niedosyt. Uściski ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam Twoje zdjecia! Kiedys juz wspominalam ze zainspirowaly mnie do zmian w naszym domu id o zalozenia bloga... Efekt akcji 'kredens z komody' uwazam za przecudowny, gratuluje! masz niesamowity talent. pozdrowienia z Ankary!

    OdpowiedzUsuń
  12. Kredens z komody - to chyba mówi wszystko :D Szacun dla Was! Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wielki plus za zieleń Iza, świetnie współgra z całą resztą. Bardzo fajna metamorfoza :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tyle kolorów ile jest u Ciebie to nie ma chyba nigdzie indziej :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Pięknie wyszło :) Ja swoje meble w ostatnim czasie tylko maluje na biało ale efekty też są ładne :) http://komodapomyslow.blogspot.com/search/label/Przed%20%26%20Po

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny pomysł!!!Wszystko wygląda lekko i świeżo...Mam nadzieję ,że komoda nad którą pracuję a raczej stary kredens choć trochę będzie tak świeży...I te niebieskości-granatości.Och!Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wiem na co patrzeć , tyle pięknych rzeczy....Kredensik cudo.......Wow...

    OdpowiedzUsuń
  18. Efekt jest powalający! :D Dobra robota ;) A nawet bardzo dobra ;p

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :)