2017-03-29

KUCHNIA- MAŁE ZMIANY DUŻY EFEKT

Dawno na blogu nie pisałam nic o kuchni. A tu się trochę pozmieniało. I chociaż od samego początku nie było spektakularnych zmian, to mimo wszystko drobne ruchy zmieniły ciut charakter tej przestrzeni. Pisząc ruchy, nie mam na myśli przesuwania lub przewieszania czegokolwiek. To są zmiany w dodatkach. Tylko i wyłącznie. A jednak znacząco wpływają na odbiór całego wnętrza. 
Jeszcze półtora miesiąca temu tu i ówdzie  błyskało wspomnienie czerwieni. Poczyniłam ostateczne ruchy farbą i ten kolor został tylko na archiwalnych zdjęciach. Od jakiegoś czasu czerwień w domu mnie drażniła i musiałam ją schować. Nie pozbyłam się wszystkiego w tym kolorze. Ulubione gadżety schowałam. Wiadomo, kobieta zmienną jest. Jeszcze przyjdzie czas, że jej zapragnę równie mocno, co teraz pragnęłam jej nie mieć. 
Pustkę po tej barwie coraz śmielej zapełnia zieleń. Choć dominuje raczej w roślinności. Staram się specjalnie nie kupować dużej ilości skorup i gadżetów w tym kolorze. Ewentualnie takie, które mogłabym przemalować. Kuchnia zyskuje również co raz więcej akcentów z naturalnych materiałów, jak drewno czy skóra. W takiej wersji lubię ją bardzo. Ciekawa jestem czy Wam przypadnie do gustu. 

Dla przypomnienia, jeszcze nie tak dawno, prezentowała się tak :


Aktualnie wygląda tak : 



Te małe trzy otwarte półki, to był jedna z lepszych decyzji w projektowaniu mojej kuchni. To co na nich ustawie w dużej mierze, nadaje charakter i klimat temu kątowi. I może nie przestawiam na nich co tydzień, to jednak na tyle często, żeby nie mieć potrzeby zmian większego kalibru. 




Pudełka na szafie, kiedyś były w niebieskie i czerwone paski. Długo szukałam takich, które pasowały by wielkością (niestety IKEA wycofała ten rozmiar z oferty) i kolorem. Nie znalazłam. Skorzystałam więc z własnych eksperymentów, które pokazałam Wam TU i po porostu przemalowałam pudełka farbą do ścian i do drewna ;)  


Zegar, który kilka lat temu udało mi się kupić na przecenie, uwielbiam. Nie chciałam wymieniać go na inny, bo idealnie wpasował się w to miejsce. Był jeden problem. Był czerwony. Całe szczęście jest metalowy. Dlatego jedyne nad czym długo się zastanawiałam, to nad nowym kolorem farb w spreju. 



Z dumą stwierdzam, że wszystkie kwiatki na zdjęciu jeszcze żyją i mają się dobrze. A zdjęcia robiłam 3 tygodnie temu ;) Biorąc pod uwagę zimowy pomór kwiatów doniczkowych u mnie w domu, mam powód do radości. 





Uchwyty zmieniłam na skórzane, nie dlatego, że podążałam za modą. Choć nie będę ukrywać, że mi się bardzo podobają. Jednak głównym czynnikiem, który zadecydował o wyborze były zmiany w livingspace. Przybyło drzwi i szuflad i potrzebowałam ujednolicić uchwyty w kilku miejscach. Było tego na tyle dużo, że przy kupnie fajnych gałek, chyba bym zbankrutowała. Takie skórzane paski i uchwyty DIY wyszły tanio przy nie małej ilości drzwiczek. Nie liczcie tych na zdjęciu, bo nie wszystkie jeszcze pokazałam ;)



Czasami lubię spojrzeć na przestrzeń mojego domu w odbiciu lustra. Wtedy wnętrze nabiera nowej perspektywy i odkrywam je na nowo. Polecam takie eksperymenty, czy to gołym okiem, czy obiektywem. 





Gitara męża w końcu znalazła swoje miejsce ;)  




















Jak zwykle ilość zdjęć jest nie przyzwoicie duża. No nie potrafię się oprzeć. To jest nie uleczalne. 
Jeśli macie jakieś pytania, uwagi itp piszcie. Myślę, że w tym roku ta część mieszkania jeszcze się pojawi na blogu, bo w końcu wpadłam na pomysł co ja tak na prawdę chcę na ścianie między górnymi szafkami a blatem. A, że nie znalazłam tego w sklepie, będę robiła sama ( tzn z pomocą męża) i będzie DIY.  
ściskam 
Iza 

2017-03-19

PROJEKT STARACHOWICE-SYPIALNIA NR 2

Sezon na Projekt Starachowice jeszcze się nie zaczął. Zaczyna się jak co roku od weekendu majowego. To będzie już trzeci sezon remontowy i raczej nie ostatni. Jeśli myśleliście, że już wszystko pokazałam i wszystko zostało zrobione, to możliwe, że Was przyjemnie rozczaruję. Zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz jest jeszcze dużo do zrobienia.  Z tego co dotychczas zrobiliśmy nie pokazałam jednak wszystkiego. Ci, którzy uważnie śledzą i bloga i instagram na pewno wyłapali małe kadry jeszcze jednego pokoju w domu. Dwa lata temu, gdy wszystko się zaczynało, moja mama nie specjalnie planowała jakiekolwiek zmiany w tym pomieszczeniu. W miarę jedzenia apetyt rośnie. Apetyt na zmiany też. W między czasie na szybko, gdy mama stwierdziła, że tu też coś pozmienia, naszkicowałam plan zmian, który kilkakrotnie uległ jeszcze metamorfozie. Remonty są kosztowne, wiec zmiany miały być małe i z wykorzystaniem tego co już jest. Wiązało się to z dużą pracą rąk własnych. Podjęłam się nawet jednego wielkiego projektu,który zobaczcie niedokończony na zdjęciach. Niestety od początku było pod górkę. Gdy moja praca z projektem zmierzała ku końcowi, okazało się, że tam gdzie szafa (bo o niej piszę) była przechowywana, zaczął przeciekać dach.  Szafa namokła i mimo prób ratunku skończyła marnie. To była moja największa porażka remontowa w Starachowicach. Do tej pory nie mogę jej odżałować. Tego co miało z niej powstać i tego ile pracy na marne w nią włożyłam.  Nawet po dwóch latach nie jest mi łatwo o tym pisać. 
Wracając do tematu głównego tego postu- drugiego pokoju, to niestety nie mam zdjęć przed rozpoczęciem remontu. Nie będzie więc "efektu wow". Wyobraźcie jednak sobie tą ciemną lakierowaną podłogę, łososiowe ściany i na jednej długiej ścianie ciemnobrązowy regał na wysoki połysk. Myślę, że nawet miłośnicy pereł PRL bardzo by się nie zachwycali. Do tego pomarańczowe sztuczne, błyszczące zasłonki.  Pierwszym etapem zmian, było wygładzenie ścian i pomalowanie na biało. Ciemny regał znalazł nowego właściciela. Ze starych mebli zostało łóżko i narożnik. Niewiele. Po wybieleniu podłogi w pierwszym pokoju, mojej mamie tak się spodobało, że i w tym pokoju podłoga została wycyklinowana i wybielona. Tym razem stare 60-cio letnie deski zostały na swoim miejscu. 


Dwa lata temu pokój wyglądał tak jak na tych dwóch zdjęciach. Częściowo ze starymi i nowymi meblami. Z jeszcze nie odnowioną podłogą. Szafa, którą próbowałam uparcie ratować, jeszcze przez chwilę stała nie dokończona w pokoju. Miała ona zyskać jedne oszklone drzwi, i zielone elementy na zewnątrz. Ehh jak o tym pomyślę ... Biała komoda, na której stoi telewizor, kiedyś stała u mnie. Trafiła do Starachowic. Miałam ją tylko odświeżyć i odmalować, ale skończyło się na całkowitym czyszczeniu i ponownym malowaniu. Nie pytajcie jak to się stało. Kiedyś Wam pokażę. 


Zmiany w pierwszym pokoju, który Wam pokazywałam tu i tu, wpłynęły jeszcze w kilku miejscach na wygląd drugiego pokoju. Mojej mamie bardzo spodobały się pasy na ścianie i chciała mieć też takie w drugim pokoju. I tu dochodzimy do kolorystyki. Bo, że biel i jasna podłoga jako baza to już nie jest niespodzianką. Jakie kolory będą podkręcać to wnętrze? Dla równowagi słodkiego pokoju, tu wybrałam zimne tonacje. Zieleń, turkusy, błękity i granat. Złote dodatki będą wspólne dla obu pomieszczeń. To złoto będzie pojawiać się jeszcze w dwóch pomieszczeniach, za które wezmę się w tym roku.  Tym samym poznaliście już pełna paletę barw w Starachowicach. Nowe kolory już się nie pojawią. Teraz będą tylko miksy tych, które do tej pory pojawiały się w kuchni i pokojach.  


Pasy. Ręcznie malowane na super krzywych ścianach. Jeśli widzicie, że gdzieś tam nie jest cudnie równo to proszę się nie czepiać. Z linijką i ekierką je malowałam ;) Prościej się nie da.  Padło na kolor zielony. Po żółtym i różowym to kolejny ulubiony kolor mojej mamy. Turkusy i granaty są dla niej kompromisem ;).  Kąt z łóżkiem jest jeszcze nie dopracowany. Samo łóżko jest do wymiany. Po udanym debiucie w budowie łóżka do pokoju gościnnego, w tym roku  z mężem porwiemy się do budowy kolejnego. Tym razem bardziej skomplikowanego bo z zagłówkiem i szufladami. Trzymajcie kciuki, żeby się udało. 


Drzwi do pokoju, które tu widzicie, też uległy wymianie. Choć ja wolałam poprzednie. Zmiana jednak nie poszła na marne, bo drzwi skończyły jako zagłówek, w dobrze znanym Wam pokoju.


Mój nieudany projekt z szafą został zastąpiony nową komodą. Jeśli myślicie, że ta zmiana na tym się kończy, to się mylicie. Mama poprosiła, żeby jej zrobić kredens na bazie tej komody ;). Wyzwanie przyjęte. 


W rogu na przeciwko wejścia stoi rozkładane łózko pełne poduch. Tu jeszcze wokół niego trochę się zmieni. Wszystko pokażę w swoim czasie. Proszę o cierpliwość. 



Brzydkie stare nie pasujące łóżko tymczasowo maskowane jest lnianym lambrekinem. Jakoś trzeba sobie radzić. 





Stara PRL-owska lampa ma się dobrze. Jakieś 3 lata temu szyłam dla niej abażur. Teraz w planach jest coś lżejszego, kontrastującego z stylistyką lampy. Mam nadzieję, zrobić go w tym roku. 



Jak widzicie, krzesła z kuchni wędrują po całym domu. W tym roku pojawią się jeszcze zielone i może granatowe ? Chyba, że mama zechce zaszaleć i pomaluje jej jedno na złoto :D  






Zdjęcia były robione w sierpniu ubiegłego roku. Stąd tyle światła w pokoju. 



W trakcie robienia zdjęć oczywiście zawsze mam asystenta z chęcią robiącego za sztafaż. 



Kolory w obu pokojach w domu można mieszać. Gdy jeden pokój zrobi się za słodki a drugi za zimny kolorystycznie wystarczy, że wymieszam poduchy i kilka dodatków między nimi i nabiorą zupełnie innego charakteru. I żeby nie rzucać słów na wiatr, kiedyś pokażę Wam to na zdjęciach. 

Pokój oczywiście nie jest jeszcze skończony. Dużo jeszcze przed nim. Chciałam Wam jednak pokazać to, co już jest zrobione. Mam nadzieję, że się Wam podobało a może niektórych nawet zainspirowało do zmian u siebie. 

ściskam
Iza