2017-02-28

DREWNIANE STRZAŁKI DIY

Dawno nie było na blogu wpisu z prostym DIY. A wiem, że wiele osób właśnie dla takich projektów tu zagląda. Dziś będzie trochę rżnięcia piłą i pukania młotkiem. Trochę demolki na początek, żeby potem z gruzów stworzyć coś nowego. Temat skrzynek na owoce przerabiany jest we wszystkich konfiguracjach na blogach i pintereście i naszych domach. Ja sama  dodałam w tym temacie cegiełkę. Raz odpicowując skrzynki a raz demolując ;). Dziś po raz kolejny będę korzystać z ich potencjału. 

Bardzo lubię łapacze kurzu. Takie niby zbędne rzeczy w domu, ale tworzące klimat. Nie, że kocham sprzątać i dlatego próbuje przedłużać sobie przyjemność tworząc nowe przestrzenie do czyszczenia. Wręcz przeciwnie. Nie przepadam za sprzątaniem. Żeby nie było, lubię jak jest czysto, a bałagan i nieporządek wytrącają mnie z mojej wewnętrznej równowagi. Uwielbiam jednak te wszystkie pierdółki, więc zaciskam zęby i oczyszczam kurzołapy co jakiś czas. Proszę nie pytajcie o częstotliwość, bo może się okazać, że będzie mi wstyd ;). 
Oddalając się od tematu sprzątania a wracając do demolki i tworzenia. Pokażę Wam jak stworzyłam drewnianą strzałkę na ścianę. A nawet dwie strzałki. Pierwszy etap, wiadomo. Zdobywamy skrzynkę i rozczłonkowujemy.  


Krok numer dwa. Wybieramy najładniejsze deseczki. Odmierzamy i odrysowujemy na nich co chcemy. Grot strzałki lepiej wyciąć z szerszej deski niż  deska, która będzie bazą. Ja dałam wysokość grotu ( to ten trójkąt na zdjęciu) około 10cm. Jak już wszystko wymierzymy, tniemy. Kiedyś zrobiłabym to sama, ale że mąż lubi ciąć, to co mu będę zabraniać przyjemności ;)  


Lotki to dwa romby. Krótsze boki mają 9 cm a przesunięcie równoległych boków w stosunku do siebie to 5 cm. Wycięcie ich jest proste. Wystarczy na prostej desce narysować odpowiednio 3 linie. Tak jak to widać na zdjęciu poniżej. 


Na koniec przybijamy wszystko do siebie gwoździami. I strzałka gotowa. 


Ja zaszalałam jeszcze z formą i mam strzałkę skrętną. Obie szybko znalazły swoje miejsce w domu. 



Prosta strzałka jest strzałką przechodnią. Tzn często zmieniam jej miejsce pobytu. Zazwyczaj na takie gdzie mogę ją umieścić bez szkody dla ściany. 


Strzałka skrętna już w trakcie tworzenia miała zapewnioną ciepłą posadkę nad sofą wśród luster. Do ściany przymocowałam ją taśmą montażową. Trzyma się już 2 tygodnie. 











Takie strzałki można wykonać z nowych desek kupionych w markecie za parę złotych. Pomalować na ulubiony kolor, bądź coś na nich napisać. Myślę, że jeszcze kilka takich wykonam. Nie koniecznie dla siebie, ale w Starachowicach jest tyle pustych ścian  ;)))  
A jeśli myślicie, że wykorzystałam już wszystkie deski z rozebranych skrzynek i nic więcej już nie pokażę, to się mylicie ;) 

ściskam
Iza 

2017-02-22

EKLEKTYCZNIE WOKÓŁ STOŁU -KRZESŁA

Monotematycznie ostatnio. Albo sypialnia i okolice home office albo livingroom i okolice stołu. Nic na to nie poradzę, że w tych miejscach ostatnio działo się najwięcej. Choć w kolejce na post czeka też pokój małego pana Y.  Zanim o tym, dziś o stole i krzesłach. Od początku w tym mieszkaniu miałam różne krzesła przy stole. Cztery przywędrowały z nami jeszcze z mieszkania, które wynajmowaliśmy. Kupiłam wtedy popularny zestaw krzesła + stół ze szwedzkiego sklepu. Do nowego mieszkania przyjechały tylko krzesła, które pomalowałam na biało. Dokupiłam w tym samym sklepie dwie inne sztuki, najtańsze, w podobnej stylistyce. Niestety lub "stety" były tylko czarne. Gdy mieszkanie nabrało wyrazistych kolorów (czerwieni i niebieskości), razem z nim i krzesła. Potem czerwone krzesło przeszło kolejną kolorystyczną metamorfozę. Mnie nadal było mało. Chciałam eklektyzmu przy stole. Bardzo mi się taki miks i różnorodność podoba. I tak jak napisałam w ostatnim poście, w końcu zmobilizowałam się do zmian. W ciągu tygodnia przybyło mi 4 krzesła. Jedno nabyłam od Ani. Gdy na świat przyszła jej druga córka potrzebowali miejsca na kolejne krzesełko dla dziecka przy stole. I tak w okazyjnej cenie po sąsiedzku zakupiłam białego patyczaka. Może jakbym miała większy budżet na ten cel zakupiłabym wszystkie nowe krzesła. Jednak  nie przeszkadza mi aktualny "krzesłowy" stan. Poza różnorodnością w kolorze i kształcie, mam też różnorodnośc w metryce krzeseł. 
Pozostałe 3 krzesła znalazłam na olx. W sumie kosztowały mnie 100 pln. Dwa z nich bardzo potrzebują odnowy, jedno zostawiam w stanie nabytym. Podoba mi się ten ząb czasu widoczny na krześle. Nawet brak szczebelka mi nie przeszkadza. Oczywiście stare krzesła zostały porządnie wyszorowane. 
I teraz punkt łączący aktualny wpis z poprzednim. Zielone krzesło. W pierwotnych planach miało być przy stole. Jak jednak widzieliście, okazało się, że w sypialni odnalazło się idealnie. Co gorsze przy stole mu nie gorzej. I co teraz ????  Drugie takie samo krzesło chciałam wyczyścić i zostawić w naturalnym kolorze. Miało również stanąć przy stole. Teraz myślę, że może dwa zielone krzesła to wcale nie przesada ;)  A wy co o tym sądzicie ?  Aktualnie wygląda to tak : 






Mój syn zachwycony jest nowymi"starymi" krzesłami. Stwierdził, że idealnie na niego pasują ;). Jego wysokie krzesło dla dzieci powędrowało do jego pokoju bo nie chciał przy nim siedzieć przy stole. 



green chair, zielone krzesło, silla verde

Przez przypadek kubek z Tigera ma idealnie pasujący do krzesła kolor. 


green chair, zielone krzesło, silla verde

Ostatnio ciągnie mnie do boho-klimatów. Na moich zasadach wprowadzam małe akcenty. Eklektyzm nie tylko w krzesłach ;) 

green chair, zielone krzesło


A na koniec małe zestawienie. Zmiany wokół stołu od początku, kiedy mieszkamy we własnym M. Robiąc to zestawienie, doszłam do wniosku, że podoba mi się to jak ewoluowała ta przestrzeń i jej aktualny stan. 


Obejrzeliście już krzesło w okolicznościach biurowych i stołowych. Co radzicie ?  Malować jeszcze jedno na zielono ( takie samo), czy wyczyścić i zalakierować. Jeśli tak, to gdzie postawić zielone krzesło ? Ehh te wnętrzarskie dylematy ;) 
W następnym poście odpoczniemy od dylematów. Będzie dawno nie widziane na blogu małe DIY . Mam nadzieję, że się Wam spodoba. 

ściskam 
Iza 


2017-02-19

ZIELONE KRZESŁO - METAMORFOZA EKSPERYMENTALNA

Dwa posty temu, o TU, wspominałam, że marzy mi się jeszcze bardziej zróżnicować krzesła przy stole, niż tylko kolorem. A wiadomo, marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia. Krótko po tym zaczęłam przeszukiwać olx. Chciałam, żeby krzesła były stare, jakieś klasyki i oczywiście jak najtaniej ;). Tą ceną chciałam sama przed sobą usprawiedliwić to, dlaczego wymieniam całkiem dobre krzesła. W ciągu tygodnia nabyłam 4 sztuki. Trzy całkiem stare i całkiem tanie. Jedno całkiem nowe i w całkiem dobrej cenie, ale klasyk, który na pewno Wam obcy nie jest. Z każdego ciesze się przeogromnie. Dwa z nabytych krzeseł po taniości (20 pln za każde) muszą trafić do krzesłowego SPA. Niestety warunki mieszkaniowe mam jakie mam  i SPA mieści się na balkonie. Czynne jest tylko w okresie wiosenno-letnio-jesiennym. Ja jednak potrzebowałam zmian i tych nowych krzeseł, ale to JUŻ! Dlatego postanowiłam podjąć się eksperymentu. Przejrzałam moje zasoby puszek z farbami i innymi specyfikami i pojechałam po całości. Nie jest to post sponsorowany, ale muszę napisać, że wszystko co nałożyłam na krzesło jest z firmy na F ;) i polecam. 

Robiąc renowację krzesła w domu w środku zimy, wiedziałam, że szlifowanie do gołego drewna odpada. Wiedziałam też, że jedno krzesło chcę w kolorze, dlatego zaczęłam myśleć, jak obejść ten etap i nie używać farb kredowych. Takich farb użyłam dwa lata temu na fotelu bujanym i wiem, że do tak eksploatowanych mebli nie są najlepszą opcją. Co więc zrobiłam, żeby zaspokoić swoje potrzeby zmian i nie zapylić całego domu? Oto historia przemiany jednego krzesła. Poczytajcie :) 

Poniżej zdjęcie krzesła w jego pierwotnym stanie. Zanim cokolwiek na nie nałożyłam, zostało bardzo dokładnie wymyte i odtłuszczone. (Prysznic, szare mydło, na koniec po wysuszeniu ściereczka z octem). Ewidentnie ktoś nad krzesłem się znęcał i pozostawił "sznyty", które musiałam zaszpachlować. 



Gdy ścierałam papierem ściernym nadmiar szpachli, lekko przetarłam nim też resztę krzesła. Raczej dla lekkiego zmatowienia, niż zdzierania warstw. Jedyne co zapyliłam, to kapcie ;) Mogłam odpuścić ten etap. Jednak nawyki robią swoje i nie umiałam tak w ogóle bez papieru ściernego. 


I co teraz? Teraz to, co pozwoliło mi malować krzesło w sumie każdą farbą. Grunt przyczepnościowy. Używałam go po praz pierwszy do malowania drzwi wejściowych, pod farbę tablicową. Używałam go też do przemalowania metalowych lamp w Starachowicach. Zostało mi go trochę na dnie. I tu postąpiłam bardzo nie profesjonalnie po raz kolejny. Dodałam ciut wody ( bo to wodny produkt), żeby na pewno starczyło mi gruntu na krzesło. Jak widać starczyło. Po 12 godzinach mogłam malować.


Teraz pomyślicie : aaa to teraz tylko farba do drewna i wszystko jasne. No nie w tym przypadku. Chciałam zielone krzesło. Pod ręką miałam tylko zieloną farbę do ścian. Zaryzykowałam po raz kolejny. Nałożyłam w sumie dwie warstwy. Odczekałam może 3 godziny zanim nałożyłam kolejną. Na zdjęciu efekt po pierwszej warstwie. Pięknie kryje taka farba. I efekt matowy tak jak lubię. Bałam się jednak, że farba do ścian mimo wszystko może się ścierać z krzesła. Dlatego na koniec nałożyłam na wszystko akrylowy matowy lakier do drewna. Krzesło używam od ponad tygodnia, dość intensywnie. Nieśmiało zaczynam twierdzić, że taka powłoka jest nawet trwalsza od samej akrylowej farby do drewna. Ale dajcie mi jeszcze z miesiąc na potwierdzenie tej tezy ;).  Efekt końcowy tak bardzo mi się spodobał, że chciałabym je mieć w dwóch miejscach, a ono jest tylko jedno. Dlatego co trochę przestawiam między kuchnią a sypialnia. Do tego stopnia mam dylemat, że zrobiłam zdjęcia w obu miejscach. 


Dziś pokażę wersję przy biurku. W następnym poście będzie przy stole. A Wy może mi pomożecie wybrać, gdzie mu lepiej ?  Oczywiście mam dla Was dużo zdjęć, żebyście mogli się dobrze przypatrzeć i dobrze doradzić ;) 














Na koniec ciekawostka. Farbą do ścian   już wcześniej malowałam drewno. Nie używałam wtedy żadnych podkładów. Mogłam tak zaszaleć, bo malowałam rzeczy mało używane. Głównie ozdoby, które stoją, zbierają kurz i tworzą klimat lub odmierzają czas. 


Na zdjęciu powyżej farbą do ścian pomalowałam konika i zegar, a na zdjęciu poniżej  literę A i R. 


Czy jeszcze kiedyś użyję tej eksperymentalnej metody ? Tak i nawet już wiem na czym. A jeśli Wy macie jakieś fajne patenty, dzięki własnym eksperymentom, podzielcie się w komentarzach. Z chęcią się dokształcę ;)

ściskam 
Iza